poniedziałek, 11 stycznia 2021

WSTĘP

                                                                                                         

                                                                            

Miałem 7-10 lat, gdy mimowolnie słuchałem, ojcowskich opowieści o Syberii, w której się urodził, dorastał i utracił wzrok. Przewijał się w nich i mój dziadek, którego carski zaborca zesłał do Krasnojarskiego Kraju. Dużo miejsca w tych opowiadaniach zajmował Wołyń, gdzie się osiedlili, okupacja, partyzantka i śmierć dwojga dorosłych dzieci zamordowanych przez nacjonalistów.

Byłem niejako zmuszony do słuchania owych wspomnień, bo jako przewodnik niewidomego ojca, towarzyszyłem mu w spotkaniach z rodziną i nowymi kolegami po repatriacji do Polski w 1957 roku. I jak to dziecko- wkrótce wszystko zapominałem.

Zapewne nigdy nie wyłoniłyby się z mojej pamięci, gdyby w moim dorosłym życiu nie zaszła potrzeba ocieplenia wizerunku zawodowego na stronie internetowej "www.surma.pl". Notka biograficzna zaczynała się od mojego miejsca urodzenia na Wołyniu, wspomniałem o dziadku zesłańcu, ale było tego za mało, aby przykuć uwagę internautów. Niespodziewanie z pamięci napłynęły ojcowe opowieści i pozwoliły napisać barwną rodzinną historię, dzisiaj wiem, że tylko po części prawdziwą. Wtedy to był tylko chwytliwy tekst marketingowy.

O losach ojca mogłem napisać dużo, ale zagadką był dziadek. Pamiętałem, że miał na imię Aleksander, zesłaniec, krawiec i tyle. Nie wiedziałem gdzie i kiedy się urodził. Gdzieś w spotkaniach rodzinnych padła nazwa Praszka, ktoś wspominał o Poraju. Dysponując takim strzępami informacji, zacząłem przeglądać sieć. Poszukiwania, wsparte przez dwójkę życzliwych pasjonatów genealogii, doprowadziły do korzeni sięgających początków XVIII wieku i 6 pokoleń wstecz.

W lipcu 2020 roku objechałem wszystkie miejsca, które widniały w owych dokumentach. To podczas tej podróży zrodził się pomysł, aby napisać książkę. Sądzę, że barwne życiorysy przodków wyłaniające się z dokumentów, własne hipotezy oparte o literaturę historyczną, pozyskane stare fotografie oraz te z podróży sentymentalnej - mogą zainteresować zarówno członków rodziny, ale i poszukiwaczy własnych korzeni. Zainspirować osoby odtwarzające rodzinne dzieje.

Głęboko wierzę, że moim peregrynacjom sekundowali wszyscy przodkowie, a zwłaszcza ojciec Bolesław, któremu na tych kartach dziękuję za miłość, zaszczepioną polskość i owe barwne gawędy. One stały się zaczynem i inspiracją do napisania tej książki.

Z serca dziękuję Pani Małgorzacie Białas i Panu Krystianowi Zamorowskiemu. Bez nich losy Surmów pozostałyby zapomniane.

                                                                                                                                             Aleksy Surma

SYBERYJSKA OPOWIEŚĆ (1)

                                                                                                               

Zimowy sobotni wieczór, mimo siarczystego mrozu, panującego w Krasnojarsku, zgromadził pokaźną gromadkę młodzieży. W świetlicy na przedmieściu zebrali się ubrani w kożuchy chłopcy i dziewczęta w wieku 20-25 lat. Wśród nich jedyny 16-latek Bolek Surma. Borys-jak zwali go miejscowi. Ten zaszczyt przebywania „sysuna”(młokosa) wśród starszej młodzieży wynikał z faktu, iż cieszył się on sławą utalentowanego „bajańszczyka „(nazwa od bajana-guzikowego akordeonu). Siedząc na jedynym krześle, rozpoczął właśnie kolejną „czastuszkę”. Po niej popłynęły chwytające za serce zwrotki walca „Rozkinułoś more szyroko”, a za chwilę podrywająca do tańca piosenka „Ech jabłoko kuda ty krutiśsa”. Młodzieży, nie zaskoczyła kolejna z wielkim uczuciem wykonana pieśń „Po dikich stiepiach Zabajkalia” opowiadająca o doli syberyjskiego katorżnika. Pieśniarzem i akordeonistą był Polak, urodzony w Krasnojarsku syn zesłańca Aleksandra-mojego dziadka. Tak dziadka, bo jestem synem Bolesława z 2 małżeństwa i urodziłem się w 1951 roku (ojciec w 1899).

To wspomnienie jest jednym z wielu opowieści, jakie słyszałem już w Polsce, po wyjeździe z Wołynia w 1957 roku. Kontynuując wątek-ojciec kiedyś opowiedział jak po zakończonej wiązance melodii, odstawił bajana i zagarnął przechodzącą dziewczynę na kolana. Ta zaskoczona- puściła tak głośnego „bąka”, że wszyscy spojrzeli w ich stronę. Panna sczerwieniała a ojciec głośno mówi – nie czerwień się, powiedz, że to ja. Głośny śmiech towarzyszył dziewczynie, która poderwała się i uciekała ze świetlicy.

Taki był-dowcipny gawędziarz, pieśniarz i utalentowany harmonista. Gdyby miał bardziej skryty charakter, o moich korzeniach nie wiedziałbym nic. W domu nie zachowały się żadne dokumenty poza kilkoma zdjęciami, bo rodzice nie przykładali do tego żadnej wagi. Pozostały tylko jego wspomnienia – cudem wydobyte z mojej pamięci. Uzupełniłem ją fragmentami książki „Ziemia płonie” (Józef Sobiesiak, Ryszard Jegorow. Wyd. MON, Warszawa 1961, 1964) - gdzie autor opisuje rodzinę Surmów z Konińska. Moja rodzinna miejscowość to Okońsk i byłem przekonany, że autor przekręcił nazwę, a opis dotyczy mojego dziadka i jego synów. Jak się okaże dalej-Sobiesiak, spisując wspomnienia po 20 latach-pozmieniał także wiele faktów. Z tekstu książki wynikało, że moim dziadkiem jest powstaniec styczniowy, który za walkę z zaborcą i cierpienia na Syberii-otrzymał majątek ziemski na Wołyniu. Wiedziałem, że chodzi o moją rodzinę, bo ojciec osobiście znał Sobiesiaka, partyzanta z Wołynia a po wojnie ważnego generała w Sztabie Generalnym LWP. Byliśmy u niego w Warszawie w 1958 roku po przyjeździe do Polski i jego wpływy zdecydowały o korzystnych warunkach naszego osiedlenia.

W 2019 roku definitywnie kończąc zawodowy etap życia, posiadaną domenę internetową www.surma.pl - przeznaczyłem na historię rodziny. Czytając wcześniej opisaną historię, znalazłem sporo nieścisłości. Wcześniej nie przywiązywałem do tego większej wagi. Uznałem, że opisany przez Sobiesiaka Konińsk-to Okońsk, moja rodzinna wieś. Bo leży blisko Maniewicz. Uważałem, że po przyjeździe z Syberii, mieszkał tam nie tylko ojciec, ale i dziadek całą rodziną . Przestało to być takie oczywiste już przy próbie obliczenia daty urodzin dziadka. W 1942 roku żyjący powstaniec styczniowy miałby blisko 100 lat. Pomocy, poszukiwałem u żyjących członków rodziny (zwłaszcza najstarszych braci stryjecznych-Kazimierza i Jana oraz Stanisława -wnuka ciotki Feliksy). Bracia przekonywali mnie, że dziadek pozostał na Syberii, a wrócili tylko jego synowie. Natomiast moi bratankowie ( wnukowie mojego ojca) mieszkający na Ukrainie twierdzili, że mieszkał we wsi Łosze k. Maniewicz.

Największą zagadką było miejsce i data urodzenia dziadka. Tych informacji szukałem na portalach genealogicznych. Znałem tylko imię oraz prawdopodobne miejsca zamieszkania: Praszka lub Poraj k. Częstochowy. Pomoc nadeszła ze strony członków forum https://genealogia.okiem.pl Odszukali oni nieomal wszystkie akta parafialne a Pani Małgorzata dodatkowo bezcenne dokumenty ze śledztwa carskiej żandarmerii z 1881 roku. Z nich dowiadujemy się, że Aleksander został oskarżony o jedno z najcięższych przestępstw, ale po długotrwałym śledztwie wywinął się krótkoterminowym aresztem. Tylko dlatego, że obowiązujące wówczas prawo rosyjskie 20-latka uznawała za nieletniego. Akta nosiły tytuł: "Po obwinieniju kriest'janina dier. Chorun biendinskago ujezda Aleksandra Surmy w sowierszenii priestuplenija priedusmotr. 248 st. ułoż. o nakaz. [obraza cara]. [Dot. oskarżenia chłopa, wieś Choroń, pow. będzińskiego, Aleksandra Surmy o popełnienie przestępstwa według art. 248 kodeksu karnego]. 1881 rok. Zakładam, że to był początek buntowniczej drogi a w konsekwencji kolejnych wyroków, bowiem około roku 1896-97 został zesłany na Sybir. Szerzej przedstawiam własne hipotezy w rozdziale jemu poświęconym.

Akta śledztwa pozwoliły ustalić dokładną datę i miejsce urodzenia, Aleksandra. A następnie dotrzeć do dokumentów parafialnych gdzie zapisano narodziny, śluby, chrzty i zgony dalszych przodków. Ślady urywają się w 1755 roku i w zasadzie ta data wyznacza początek udokumentowanego drzewa genealogicznego. Dzięki tym odkryciom, z dumą mogę wywieść swoich przodków:

1. Rodzice

Bolesław ur.11.11.1899 w Krasnojarsku, Zofia Delach, ur. 10.11.1912 we wsi Lisów na Wołyniu.

2. Dziadowie

Aleksander ur.18.02.1860 we wsi Gęzyn par. Koziegłówki, Wiktoria Inderek (Jenderek, Jenderka) ur.1860 w Zawierciu par. Kromołów

3. Pra-dziadowie

Andrzej ur.12.11.1822 w Koziegłówkach, Karolina Marianna Reszkoń ur.31.01.1820 w Piecu Masłońskim (obecnie Masłońskie) par. Przybynów

4. Pra-pra-dziadowie

Łukasz ur.13.10.1791 w Koziegłówkach, Antonina Frączek ur.05.01.1801 w Koziegłówkach

5. Pra-pra-pra-dziadowie (nestorzy rodziny)

Franciszek ur.03.10.1752 w Kłobucku (lub.1755 data z aktu zgonu), Jadwiga Ordon ur.04.10.1768 w Młynie par. Przybynów

6. Pra-pra-pra-pra-dziadowie (domniemani protoplaści rodziny)

Wojciech (Surmaski) ur. ok. 1720, zakładam, że w przysiółku Surma k. Brudzowic, Katarzyna ur. ok. 1732 w Kłobucku

Luki w życiorysach przodków uzupełniłem informacjami ustnymi członków rodziny oraz hipotezami opartymi o różnorodne publikacje. Być może ktoś z potomnych dotrze do archiwaliów, których dzisiaj nie ma w sieci.

Korzystając z dobrodziejstwa wieku emerytalnego-postanowiłem odbyć peregrynację śladami moich przodków. Pojechałem tam latem 2020 roku , kiedy pandemia koronowirusa nieco osłabła. Nie ukrywam, że pierwsze kroki skierowałem do przysiółka Surma koło Brudzowic. W moim przekonaniu to gniazdo wszystkich Surmów z tamtego regionu. Jego nazwa powstała od naszego nazwiska. Na przestrzeni dziejów miejsce owo nazywano „Pustkowiem Surma”, „Polaną Surma”, „Osadą Surma” czy przysiółkiem „Surma” a współcześnie na kierunkowskazie widnieje napis „Surmy”. Znany regionalista dr Emilian Kocot potwierdził podczas naszego spotkania, iż Surmowie na owej polanie mieszkali, odkąd pamięć sięga. Stamtąd przenosili się do Brudzowic (Surmów tam zatrzęsienie) i pobliskich miejscowości. Bezspornym jest fakt , iż najliczniejsza gromada moich Surmów występowała w Koziegłówkach, które można uznać za rodzinny matecznik.

Ta wyprawa do korzeni nie była jedyną, bo wielokrotnie też bywałem na Wołyniu. Gościłem u swoich bratanków (synów Mikołaja-zamordowanego przez nacjonalistów) i wypytywałem o wszystko, co pamiętali o ojcu, dziadku i pradziadku Aleksandrze. Niestety nadal tylko wirtualne-odbywam podróże po Syberii, a mając już 70 lat, zaczynam wątpić, czy pojadę do Krasnojarska. Znam dobrze Lubelszczyznę,gdzie dorastałem i mieszkało tam wielu członków mojej rodziny. Jak wielu z nich, wyruszyłem po lepsze życie do Grudziądza i Poznania. Na stałe po wielu latach osiadłem w Zamościu, a członkowie mojej rodziny mieszkają w Zielonej Górze, Zgorzelcu i Legnicy. Część z nich pozostała w regionie Lubelskim. W efekcie moich badań nawiązałem bliskie kontakty, które zaowocowały wieloma informacjami i kopiami cennych dokumentów i zdjęć. Nie ominąłem w swoich podróżach Podlasia, gdzie żyją potomkowie cioci Feliksy Paszkiewicz. Dysponując pokaźnym bagażem wiedzy-zabieram czytelników w długą podróż. Peregrynację po 300- letniej historii Surmów.

Źródła, mapy, zdjęcia

                                                            Księstwo Siewierskie. Stąd wywodzą się moi przodkowie.

Miejscowości rodzinne Surmów -jakie odwiedziłem w lipcu 2020 roku

                                                       Krasnojarsk ok.1920 roku. Miejsce zesłania dziadka Aleksandra

                                                                                Współczesny Krasnojarsk

                                                    Wołyński osadnik z rodziną lata dwudzieste (ciekawostki historyczne.pl)

    Trudno znaleźć kibica, który nie znałby klubu piłkarskiego Legia Warszawa. A jego historia zaczęła się w 1916 roku          na terenie wsi Maniewicze na Wołyniu.  Okońsk, 6 km od Maniewicz- miejsce    urodzin autora


            Maniewicze –niedaleko w Lisowie i  Okońsku w latach 20-tych osiedlili się  Surmowie (fragment przewodnika gminy Sułów Pl  i Powiatu Maniewicze UA)

            Maniewicze dworzec kolejowy. Stąd w 1943 uciekali przed pogromem banderowskim   Surmowie z Lisowa.                                                  Autor  w 1957 z tego dworca wyruszył z rodzicami do Polski

                      Lisowo ( Lisów) i Okońsk ( fragment ww. przewodnika) – miejsca, gdzie zamieszkali synowie Aleksandra )

                                                                                                            Lata 30-te.Szkoła Polska w Lisowie na Wołyniu mieściła się w domu stryja Jana Surmy (z synem Edkiem) 

                                                                     Książka, która wprowadziła Surmów w do historii Wołynia


 

W latach 60-tych powieść ukazywała się w odcinkach w wersji gazetowej. Strony były zbierane w naszej rodzinie i przechowały się do dzisiaj. Foto ze zbiorów Ewy Ziółkowskiej wnuczki Piotra Surmy.

Foto ze zbiorów Ewy Ziółkowskiej wnuczki Piotra Surmy.



 



Z TURCJI PRZYWĘDROWAŁA I NAZWISKO DAŁA (2)

 

W początkach XVI wieku, wokół rzeki Brynicy, która z czasem stała się swoistą granicą rozdzielającą ziemie Górnego Śląska i Zagłębia rozciągały się nieprzebyte lasy. Czasami można było spotkać małe osady ludzi wolnych z puszczy żyjących. Rzadko większe wsie. Nieopodal jednej z nich – Brudzowic, zamieszkał na leśnej polanie człowiek, o którym we wsi bajali, że to były żołnierz Wojsk Rzeczpospolitej, o czym świadczyć mógł i strój i instrument w wojskach używany. Może dezerter po jednej z klęsk zadanych naszym przez Turków. Kto to wie? Rożni w puszczy schronienia szukali. Tak to Brudzowianie wieczorami gawędzili, kiedy z leśnej polany dochodziły przenikliwe dźwięki wygrywanych melodii. Mieszkający we wsi weterani, mówili, że surma ów instrument się zowie A kto z ciekawskich zapędził się na polanę, mógł zobaczyć rosnące zwały gałęzi z których oczyszczał on miejsce pod siedlisko. Niebawem powstała chata bez okien i komina, ale dająca schronienie przed ziąbem, deszczem i dzikim zwierzem. Miał więc ów człowiek z surmą-schronienie przed prawem, dach nad głową a zbierane leśne owoce i grzyby oraz upolowana ukradkiem zwierzyna-zapewniały wyżywienie. Z czasem ośmielony brakiem pogoni zaczął bywać w karczmie, aby wieści ze świata zasięgnąć, a i sąsiadów poznać.

Tak minęło wiele lat. Mieszkańcy Brudzowic przywykli do Wojciecha z polany, a że Wojtków było dużo w okolicy-nazywali go Wojciechem z surmą a jego potomków-Surmy. Taka nazwa z czasem przylgnęła też do ich przysiółka. Wojciech ożenił się, wnet pojawiły się dzieci. Mus było polanę powiększyć, aby i one mogły założyć swoje rodziny.

Ta napisana przeze mnie legenda nawiązuje do wzmianek potwierdzających wczesne początki – zapewne naszego rodzinnego gniazda. Już po niecałych 100 latach od owych wydarzeń- znana była tam osada włościańska zwana Surma gdzie stały 2 domy, zamieszkiwało je 19 mieszkańców i przynależało do osady 56 mórg ziemi. (Tak zapisano w słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego). W tej to osadzie przychodziły na świat liczne zastępy Surmów, ale i szybko ją opuszczali, bo wszystkich owe wyrwane puszczy morgi nie mogły wyżywić. Młodzi znajdowali małżonków w sąsiedzkich Brudzowicach i dalej od nich. Kiedy nastał czas przybierania nazwisk – swoje wywiedli od przysiółka Surma. Aczkolwiek w starych księgach parafialnych po łacinie pisanych widnieją też zapisy nazwisk w postaci: Surmaski, Surmieński, Surmacki i Szurma – to ich potomkowie są już zapisywani jako Surma.

Pierwsze pisemne potwierdzenie nazwiska Surma datuje się na 1558 rok i odnotowano je w Wielkopolsce. Natomiast Surmowie przypisani do naszej parafii Siewierz, widnieją w księgach dopiero od 1659 roku. Pierwszy wpis dotyczy urodzin dzieci Jakuba i Zofii Surmów: 1659-córki Zofii, 1661-syna Jana a w 1664 Andrzeja. To imiona często spotykane w naszej rodzinie.

Parafialna statystyka osób noszących nazwisko Surma jest następująca:

Do 1700 roku- zarejestrowano 10 urodzin

1700-1799 – narodzin 34, małżeństw 10, zgonów 7

1800-1899 - narodzin 264, małżeństw 61, zgonów 106

1900-1999 - narodzin 41, małżeństw 12, zgonów 16

Źródła – Mapy- Zdjęcia:




instrument surma/ dawniej surna / turecki- zurna:, który przyjął się w dawnych wojskach polskich.  Grających zwano surmarzami. Wydawały bardzo przenikliwy głos, dobrze słyszany w bitewnej zawierusze.



pochodzenie nazwiska od instrumentu lub instrumentalisty oznacza, że spotkamy je w wielu regionach i nie muszą to być nasi krewni. Moja  rodzina wywodzi się  z Księstwa Siewierskiego.



PUSTKOWIE SURMA (3)

                                                                          

 Surmą  lub Pustkowiem Surma a potem Pustkowiem Brudzowickim    -zwana była  ukryta w lasach obszerna  polana  stanowiąca współcześnie przysiółek wsi Brudzowice przynależącej do parafii  Siewierz. Znajduje się w granicach gminy Siewierz, powiat Będziński

Wybrałem się tam zaraz po zainstalowaniu się w motelu, mimo, że pokonałem z mojego „Gęsiego Wygonu”( siedlisko w Chomęciskach Dużych- 15 km od Zamościa)  blisko 450km nienajlepszymi drogami. Zamiast pojechać trasą A4, wybrałem drogi wojewódzkie. Co to za odległość powiecie- ale jak ma się 69 lat to jest pewien wyczyn. Nie czułem jednak zmęczenia i popytawszy mieszkańców o drogę ruszyłem do rodzinnego gniazda. Drogowskaz jaki ujrzałem miał napis „Surmy” a nie Surma jak widnieje to na mapach Google. Miałem przy sobie  zdjęcie polany wykonane przez miłośnika turystyki rowerowej i mapkę  ale gdy tylko zagłębiłem się w las – zabłądziłem. Całe szczęście, że napotkałem leśnika, który dokładnie mi wytłumaczył jak dojechać do celu.

Kiedy dotarłem ujrzałem wielką polanę - na obrzeżach, której rozsiadły się duża zagroda gospodarska, mały domek i nowocześnie zbudowany dom. Miałem cichą nadzieję, że znajdę tam chociaż jednego Surmę. Polanę dzisiaj na stałe zamieszkuje jednak tylko gospodarząca tam rodzina Ziemniaków a pozostałe 2 domy zostały wykupione przez osoby z Chorzowa. Te informację przekazał mi Pan Ziemniak, którego rodzina zamieszkała tam od 1945 roku. O Surmach tu mieszkających powiadano, że uczestniczyli w budowie zamku Siewierskiego. Ponoć pierwszy mieszkaniec polany był dezerterem zbiegłym z wojska w okresie wojen polsko- tureckich. Ta opowieść stała się inspiracją do popełnienia poprzedniego rozdziału.

 Mój rozmówca opowiedział  także znaną powszechnie ponurą historię o ostatnich mieszkających tu Surmach. 

Byli to 2 rodzeni bracia, gospodarzący na sąsiadujących  zagonach. Obaj byli bardzo porywczy i często dochodziło miedzy nimi do kłótni. Finałem niesnasek była awantura o wysypaną przypadkowo kupkę obornika na niedojrzałe zboże brata. Ten wyłamał kłonicę z wozu, drugi podobnie i ruszyli na siebie. Uderzenie w głowę zakończyło się śmiercią atakującego. Zabójca w rezultacie powędrował na wiele lat do więzienia, żona wyprowadziła się do rodziny. Wdowa zaś sprzedała ziemię rodzinie Kubik – i ślad po niej zaginął. 

Ponieważ mój sympatyczny rozmówca więcej informacji nie posiadał, po wykonaniu kilku zdjęć pojechałem jeszcze do Pana Kocota – znanego mi z Internetu- lokalnego regionalistę. Zostałem zaproszony na herbatkę i Pan Emilian potwierdził, że krążą takie opowieści  a nazwa przysiółka  wywodzi się z nazwiska rodziny, jaka mieszkała tam – jak to napisał w swojej książce- od wielu dziesięcioleci. 

Źródła – Mapy- Zdjęcia:

Miejscowość  można bez trudu odnaleźć na  współczesnych   mapach mimo, że  dzisiaj formalnie stanowi ona całość ze wsią Brudzowice znajdującą się w powiecie myszkowskim. Trzeba w mapę wpisać Brudzowice i wyznaczyć trasę do  miejscowości Surma. 
Nawet na współczesnych zdjęciach przysiółek wygląda tak jakby czas się zatrzymał. Dalej to polana zagubiona w mrocznych lasach. Mokradła na kształt fosy obronnej otaczają małe wzniesienie z budynkami  dzisiejszych mieszkańców. ( foto: Jura Polska)
Zdjęcie własne: Aby osłodzić rozłąkę żonie Ryszardzie -zaprosiłem ją na 15 km ( i z powrotem :)  wypad do Zamościa

Zdjęcie własne: Kierunek Surmy? Dlaczego nie Surma tak jak w mapach Googla?

Zdjęcie własne:  Widać polanę ale sprawdzam, czy nie ugrzęznę

Zdjęcie własne:  Pierwszy widok- gospodarstwo Ziemniaków( historycznie- Zimniaków). Jeszcze 2 lata temu nie było tu nawet prądu

Zdjęcie własne: Ujrzałem obszerną polanę. To efekt  karczowania wielu pokoleń Surmów. Przed wyjazdem gospodarz zaproponował sprzedaż łąki.”  Prąd jest-to Pan sobie pomieszka na ojcowiźnie”

Zdjęcie własne: To miejsce, gdzie mieszkali ostatni Surmowie. Aktualnie domek letniskowy

Zdjęcie własne: W głębi 3 dom na polanie. Już nowoczesny, murowany, który wybudowali przyjezdni nabywcy.


GDZIE SURMÓW BEZ LIKU (4)

 Podstawowe informacje o Brudzowicach zawiera Wikipedia gdzie zapisano, że wieś jest położona w województwie śląskim w powiecie będzińskim, w gminie Siewierz. Posiada tzw. „metrykę średniowieczną”  bowiem po raz pierwszy  jest o niej wzmianka w dokumencie z 1357, wpisana w języku łacińskim jako Bruczowicze, 1426 Budzowicze, 1529 Brvdzowicze. Wieś od 1357 należała do biskupstwa krakowskiego i leżała w księstwie siewierskim w województwie krakowskim w Koronie Królestwa Polskiego, a od unii lubelskiej z 1569 w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po rozbiorach Polski miejscowość znalazła się w zaborze rosyjskim i leżała w Królestwie Polskim. W XIX-wiecznym Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego wymieniona jest pod dwiema nazwami Brudzowice i Bruczowice; jako wieś leżąca w powiecie będzińskim w gminie Sulików i parafii Siewierz. W 1827 w miejscowości znajdowało się 67 domów zamieszkiwanych przez 446 mieszkańców. W 1882 stały 92 domy z 830 mieszkańcami. Wieś liczyła w sumie 1523 mórg powierzchni, które w całości należały do włościan. W miejscowości znajdowały się także 2 dwory.

Informacje o licznych Surmach i ich wieloletnich związkach ze wsią zaczerpnąłem z publikacji Emiliana Kocota „O Brudzowianach i Brudzowicach w czasie zaborów 1795-1915”- którą  otrzymałem od autora.

W planie „Urządzenia Kolonialnego Wsi Brudzowice z 1847 roku zaznaczono nie tylko położenie wsi ale  także położenie „pustkowia Surma”

Na podstawie tegoż planu rosyjska Centralna Komisja Uwłaszczeniowa w 1868 roku nadała mieszkańcom ziemię na własność.  Wśród nich znalazła się liczna gromada posiadaczy naszego nazwiska: Posesja 13-Jan Surma; Posesja          19-Błażej Surma; Posesja 20-Marcin Surma; Posesja 61-Norbert Surma; Posesja 81-mój imiennik Aleksy Surma. Nomen omen – moja posesja w Chomęciskach Dużych także nosi numer 81.  Od 1868 roku – 1939 liczba gospodarzących Surmów się zwiększyła poprzez podziały gospodarstw i ożenki:  -Surma Jan, który wydał córkę za Marcina Kocota z rodziny autora książki a współgospodarzyli tam także Stanisław i Marianna Surma  -Surma Błażej i Marcin  -Surma Władysław  -Surma Grzegorz.  Są to niewątpliwie dalecy krewni bo muszą  wywodzić się z naszego gniazda.

Co godne zauważenia jeszcze w 1916 roku na naszej  Polanie zwanej  wtedy „Pustkowiem Brudzowickim” – zamieszkiwał Surma Paweł. Pozostałe 2 gospodarstwa ( jak domyślam się)po owych 2 nieszczęsnych braciach o których opowiadał mi Pan Zimniak- kupili Kubikowie Antoni i Jan. Wszyscy zostali podczas okupacji wysiedleni. Tak zakończyła się obecność Surmów na rodzinnej polanie.

Brudzowice należały wówczas do parafii  SIEWIERZ zatem zamieszczam jej opis zawarty w Wikipedii: „Parafia pw. św. Macieja Ap. w Siewierzu swymi początkami sięga czasów średniowiecza. Początkowo ośrodkiem parafialnym był kościół pw. św. Jana Chrzciciela, natomiast świątynia pw. św. Macieja Ap. była jego filią. Na podstawie bulli papieskiej z 1424 r. prawo patronatu nad kościołem sprawował klasztor Norbertanek z Czarnowąsów. W tamtym okresie parafia obejmowała znaczny obszar, m.in. Siewierz oraz miejscowości: Boguchwałowice, Brudzowice, Chruszczobród, Gołuchowice, Markowice, Trzebiesławice, Winowno, Wojkowice Komorne, Zendek i Żelisławice. Od początku XVIII w. parafia należała do dekanatu bytomskiego, następnie do siewierskiego, który prawie w całości pokrywał się z granicami Księstwa Siewierskiego.(na podstawie Wikipedii)

Na zakończenie tej opowieści zwrócę Waszą uwagę na poniższe źródło. To księga Parafii Siewierz. Wśród dzieci urodzonych w Brudzowicach znajduje się zapisana pod datą 1740 rok Mariann Surmaska. Prawdopodobnie jest to córka naszych przodków „zero” ( trzymając się terminologii koronowirusa) Wojciecha i Katarzyny. A też siostra Wojciecha -udokumentowanego Nestora.  Ale to już w kolejnej opowieści.

Źródła – Mapy- Zdjęcia:

Źródło: skan księgi  parafii Siewierz

                            Kościół w Brudzowicach i moja kijaneczka- ubrudzona po wypadzie na polanę Surmy

Dr Emilian Kocot- sławny regionalista z Brudzowic –autor  publikacji  „ O Brudzowianach i Brudzowicach  w czasie zaborów 1795-1915”

Selfie było obowiązkowe. Przesympatyczny gospodarz nie odmówił

Książki Pana Emiliana - prezent na pożegnanie. Tą drogą jeszcze raz dziękuję



NIEPEWNY ŚLAD (5)

 Czy znalazłem naszego Surmę –Zero  czyli protoplastę.  Niestety w dokumentach parafialnych nie ma  twardego dowodu.  Znając imię i datę urodzenia jego syna– powinien się odnaleźć. Niepewny ślad znajdujemy nieco dalej bo w odległym o 50 km- Kłobucku.


Zamieszczony powyżej zapis księgi parafialnej Kłobucka  dotyczy  urodzonego 3 października 1752 roku Franciszka, którego rodzicami byli: Wojciech Surma (określany jako Surmaski) urodzony około 1720 r. oraz Katarzyna.  Z Kłobucka do Koziegłówek, gdzie znajdujemy ślad  Franciszka – bez wszelkiej już wątpliwości naszego udokumentowanego przodka – jest, jak napisałem około 50 km. Zatem nie ma 100% pewności, że to ten sam Franciszek ale zachodzi duże prawdopodobieństwo.   Wiek Franciszka jest zbliżony do wieku naszego przodka ( z aktu zgonu wynika rok urodzenia 1755- odnotowany zapewne na podstawie oświadczenia rodziny). 
Wszystko zatem wskazuje, iż naszymi  protoplastami są rodzice owego Franciszka z Kłobucka:    Wojciech urodzony zapewne ok. 1720 roku 
i Katarzyna Surma ( zapisani jako Surmaski)  Do ślubu doszło gdzieś  w latach 1735- 1739 a w 1740 roku tej parze urodziła się córka Marianna. To moim zdaniem ta sama Marianna , która znajduje się w księgach Parafii Siewierz mimo, że urodzona w Kłobucku. Możliwe, że  ojciec chciał ochrzcić ją w swojej rodzinnej parafii.

Sam KŁOBUCK mógł być magnesem dla młodego Wojciecha bo  położony przy ważnym szlaku komunikacyjnym rozwijał się bardzo szybko i stwarzał szansę dla młodych przedsiębiorczych ludzi.  Warto wspomnieć  o podporządkowaniu miasta Klasztorowi Jasnogórskiemu co zdecydowanie dawało lepsze możliwości do życia niż na ziemiach stanowiących własność szlachecką. To też mogło być powodem osiedlenia się w Kłobucku. Miasto długo odbudowywało się po pożarze z 1689 roku i stosowano wszelkie zachęty aby przywrócić mu czasy świetności. 
Wojciech mógł zatrudnić się w jednym z wielu istniejących wówczas warsztatów.
. W XVII w. w mieście bardzo prężne i liczne były warsztaty: szewski, rzeźnicki, piekarski, krawiecki, kowalski i sukienniczy Jak podaje Wikipedia już w  1532 rejestrowały się cechy: szewców, piekarzy, rzeźników i sukienników.
Moim zdaniem Wojciech zatrudnił się w warsztacie krawieckim i przeszedł wszystkie etapy szkolenia zawodowego: pomocnika, czeladnika i czeladnika wyzwolonego.   W rodzinie co pewien czas pojawia się osoba zajmująca się krawiectwem. Krawcem był mój  pradziad Andrzej i dziad Aleksander. Współcześnie ten zawód przez wiele lat uprawiał mój stryjeczny brat Kazimierz s. Piotra wnuk Aleksandra. Być może tę tradycję zapoczątkował protoplasta Wojciech, który znalazł pracę u krawca a wykazując w tym kierunku zdolności , wyszkolił się i wyzwolił aby otworzyć samodzielny warsztat. Zapewne nie było to możliwe w Kłobucku, bowiem potrzebna była własna lokalizacja aby postawić warsztat. Pracował jeszcze zapewne długo u swojego mistrza zanim zgromadził potrzebne środki nieodzowne do usamodzielnienia się. Wyprowadził się z Kłobucka już w podeszłym wieku i  wrócił ok. 1780 roku w rodzinne strony. Kupił dom we wsi Winowo, która leży około 3-5 km od Polany Surma. Krawiecki fach przejął po nim syn Franciszek  mieszkający wraz z rodzicami. Nie wyprowadził się zapewne aż do ich śmierci bowiem ożenił się dopiero po trzydziestce.

Na zakończenie tego wątku należało by zastanowić się na ową  końcówką  „ski” (Surmaski). Być może pewien ślad znajdujemy w cytacie  z  Wikipedii. „Nuncjusz papieski, Giulio Ruggieri, pisząc o polskiej szlachcie w roku 1565 roku, zauważył, że niektórzy w dalszym ciągu noszą dawne imiona kiedy tymczasem „inni ponazywali się od dóbr przez siebie posiadanych z dodaną sylabą –ski”  Jeśli przyjąć, że zwyczajowy zapis „Franciszek z Surmy” nie wchodził  już w rachubę( nazwy zwyczajowe zastępowano stopniowo  nazwiskami) -ksiądz użył powszechnego zamiennika z końcówką.  

Źródła – Mapy- Zdjęcia:

Kłobuck( Globukczo)  w okresie Królestwa Polskiego






MATECZNIK KOZIEGŁÓWKI (7)

 

Matecznik- miejsce schronienia lub działania; też: miejsce, w którym zachowały się jakieś tradycje  ( słownik języka polskiego PWN)

Do Koziegłówek Franciszek i Jadwiga przeprowadzili się w 1791 r. Dom w Winownie zapewne został sprzedany a w nowej miejscowości  zakupili nieco obszerniejszy bo już w drodze było kolejne dziecko. W tym samym roku urodził się syn Łukasz- ważna postać bowiem to ojciec przodka Andrzeja a po kilku latach kolejni synowie: 

3 dziecko/ Łukasz (13.10.1791)


4 dziecko / Józef (18.03.1795) 


5 dziecko / Antoni ( 17.06.1797.


Pięcioro dzieci to nie jest rodzinny rekord i pod tym względem  mój pra- pra- pra - dziadek  ustępuje swoim potomkom. W dalszej opowieści spotkamy przodka z trzynaściorgiem dzieci a rekord ten pobił  mój stryj Stanisław, który urodził się tak jak mój ojciec  w Krasnojarsku na Syberii. Miał on bowiem 5 dzieci z pierwszego małżeństwa (4 zmarło na Wołyniu na czerwonkę) i 12-cioro w drugim związku.
Nestor rodu  Franciszek zmarł w Koziegłówkach 8.03.1821 – miał 66 lat. 

Wdowa Jadwiga Surma z Ordonów, mieszkała dalej w Koziegłówkach pod numerem 38. Daty jej śmierci nie ustalono.
Nie wiem (tych wątków nie badano) jak potoczyły się losy  czworga dzieci nestora Franciszka. Intryguje mnie uwłacza los pierworodnego Mikołaja, który powinien jako najstarszy dom i  gospodarstwo rodziców. Tak się jednak nie stało. Mikołaj znikł z Koziegłówek i nie natrafiono na jakikolwiek ślad kontaktów z rodzeństwem ani tym bardziej z Łukaszem, który zajął należne mu miejsce. Bowiem to  objął schedę po ojcu. Być może Mikołaj wżenił się do rodziny żony i tam pozostał a może imał się innych zajęć.                                 
Córka Helena zapewne, jak to wtedy bywało osiadła z mężem ale jaki los dzieliła- także brak informacji. Nic także nie mogę napisać o losach Józefa i Antoniego. Może kiedyś, ktoś przejmie po mnie rolę kronikarza rodziny i odnajdzie informacje na ich temat. Więcej informacji zebrano na temat Łukasza bowiem to jest przodek w linii prostej. Jego historia zostanie przedstawiona w następnym rozdziale.
W Koziegłówkach i miejscowościach przypisanych Parafii Koziegłówki -rodziło się i mieszkało bardzo dużo osób z rodziny w tym  najważniejsi w linii męskiej przodkowie ale także pozostali krewni. Stąd pozwoliłem sobie nadać tej miejscowości miano rodzinnego „Matecznika”
Byli to:
- Łukasz ( syn nestora Franciszka) urodzony 13.10.1791 w Koziegłówkach – bezpośredni przodek (ojciec Andrzeja). 
- Żona Łukasza Antonina urodziła się w 5.01.1801 r. w Koziegłówkach, jako córka Stanisława i Julianny z Berezów. 
- Józef ( syn nestora Franciszka)  urodzony  18.03.1795 w Koziegłówkach. 
- Antoni ( syn nestora Franciszka)  urodzony 17.06.1797 w Koziegłówkach. 
- Franciszek ( syn Łukasza)  urodził się 23.09.1820 w Koziegłówkach.
- Andrzej ( syn Łukasza)  urodzony 12.11.1822 w Koziegłówkach bezpośredni przodek ( ojciec Aleksandra). 
- dzieci Andrzeja 
Katarzyna urodzona 7.04.1844 zm. w dzieciństwie, dom nr 51 Koziegłówki.
Antonina urodzona 7.06.1845 zmarła w dzieciństwie, dom nr 51 Koziegłówki.
Franciszek urodzony 7.10.1847, dom nr 60 Koziegłówki.
Józef urodzony 12.11.1849 zmarł w dzieciństwie, dom nr 18 Koziegłówki.
Franciszka urodzona 24.02.1851, dom nr 28 Koziegłówki.
Szczepan urodzony 21.12.1852, dom nr18 Koziegłówki.
Konstancja urodzona 3.03.1854 dom nr 17 Koziegłówki.
Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę fakt, iż inni nasi bezpośredni krewni w tym dziadek Aleksander należeli do parafii Koziegłówki mimo, że rodzili się w innych miejscowościach.  Z tego tytułu poza osadą Surma to drugie ważne miejsce w historii rodziny i całkowicie zasługuje na miano matecznika.

Źródła – Mapy- Zdjęcia:

Historia Koziegłówek

wieś w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie myszkowskim, w gminie Koziegłowy. Należała do biskupstwa krakowskiego w księstwie siewierskim w końcu XVI wieku. W 1106 r. Drogosław herbu Zerwikaptur miał założyć wieś Koziegłowy. Za panowania księcia polskiego Kazimierza Sprawiedliwego otrzymał ją Mikołaj herbu Lis – wojewoda krakowski, który zamek w nich założył. W dokumentach z XV w. spotykamy więc Stare Koziegłowy i Nowe Koziegłowy. Jan Długosz pisząc Nowe Koziegłowy chciał odróżnić Koziegłowy miasto od sąsiedniej wioski, również o tej samej nazwie, dziś zwanej Koziegłówkami.

Parafia Koziegłowy Stare znana była już w dokumentach z 1325 r. 36 (na początku XIV w. nie płaciła świętopietrza) Był w niej parafialny kościół murowany z kamienia, wzniesiony ku czci św. Michała i św. Wojciecha w 1440 przez Mikołaja Koziegłowskiego herbu Lis – kasztelana sandomierskiego (zmarł w 1437 r.)

W 1787 r. wieś liczyła 409 mieszkańców, 53 domy, ale już w 1790 r. – 75 domów, z czego 62 rządowe czyli pańszczyźniane i 13 plebańskich.  W 1827 roku we wsi było 90 domów, w których mieszkało 693 mieszkańców, a w 1880 roku 137 domów oraz 952 mieszkańców. Wieś liczyła 1294 mórg obszaru należącego do chłopów.

zdjęcie własne. Widok na Koziegłówki

zdjęcie własne. Sanktuarium  Koziegłówki

zdjęcie własne. Ołtarz główny-Sanktuarium  Koziegłówki

W kościele znajduje się słynny obraz św. Antoniego Padewskiego, poświęcony przez papieża Urbana VIII. Przywiózł go do Koziegłówek dr Mateusz Żaczkowicz w 1635 r.  Obrazu nie sfotografowałem, bowiem ze względu na epidemię- kościół by zamknięty

zdjęcie własne. Zabudowa wsi Koziegłówki. Drogi wyjazdowe prowadzą w 4 kierunkach

Turki z Koziegłówek –strażnicy Grobu Pańskiego- zwyczaj wielkanocny

Koziegłówki – stroje regionalne prezentowane podczas dożynek