środa, 23 października 2019

1.SYBERYJSKA OPOWIEŚĆ. WSTĘP

Zimowy sobotni wieczór, mimo siarczystego mrozu, panującego w Krasnojarsku, zgromadził pokaźną gromadkę młodzieży. W domu na przedmieściu tłoczyli się ubrani w kożuchy chłopcy i dziewczęta w wieku 20-25 lat. Wśród nich jedyny 17-latek Bolek Surma. Borys - jak zwali go miejscowi. Ten zaszczyt przebywania „sysuna”(młokosa) wśród starszej młodzieży wynikał z faktu, iż cieszył się on sławą utalentowanego „bajańszczyka „(nazwa od bajana-guzikowego akordeonu). Siedząc na jedynym krześle, rozpoczął właśnie kolejną „czastuszkę”. Po niej popłynęły chwytające za serce zwrotki walca „Rozkinułoś more szyroko”, a za chwilę podrywająca do tańca piosenka „Ech jabłoko kuda ty krutiśsa”. Młodzieży nie zaskoczyła kolejna z wielkim uczuciem wykonana pieśń „Po dikich stiepiach Zabajkalia” opowiadająca o doli syberyjskiego zesłańca. Przecież owym pieśniarzem i akordeonistą był Polak, urodzony w Krasnojarsku syn zesłańca Aleksandra - mojego dziadka. Czytających może zdziwić, czemu dziadek a nie pradziadek. To proste. Jestem synem Bolesława z 2 małżeństwa i urodziłem się w 1951 roku (ojciec w 1899).
Gdyby nie ojcowski charakter gawędziarza, pewno o tym nazwisku i o moich korzeniach, ślad by zaginął. Nie zachowały się z tego okresu żadne dokumenty, bowiem burzliwe wydarzenia jakich los nie szczędził ojcu, nie sprzyjały przechowywaniu dokumentów i pamiątek. Zostało tylko to co przechowała moja pamięć z barwnych wspomnień Taty - opowiadanych w latach 1958-60 już w Polsce podczas rozmów z sąsiadami. Słuchałem i ja mimo moich 7-10 lat. Musiałem być pod ręką bo ojciec był niewidomy -ja jego przewodnikiem. Te opowieści po kilkudziesięciu latach - znienacka napłynęły i zaowocowały rodzinną historię, którą zapisałem w 2012 roku na stronie: www.surma.pl  Z opowieści ojca zrozumiałem, że mój dziadek został zesłany na Sybir za udział w  powstaniu styczniowym.Kiedy zacząłem spisywać wspomnienia - o ich prawdziwości ( tak sądziłem) utwierdził mnie Józef Sobiesiak, autor książki „Ziemia płonie” (Józef Sobiesiak, Ryszard Jegorow – Ziemia płonie, Wyd. MON, Warszawa 1961, 1964) - gdzie zamieszcza takie oto wspomnienie :
„Niedaleko od naszej kryjówki w Konińsku  mieszkała liczna rodzina Polaków, których niedawno poznałem dzięki Słowikowi. Nazywali się Surmowie. Ludzie ci odznaczali się wielkim patriotyzmem. Stary Surma  był powstańcem z 1863 roku, za co ukazem carskim został zesłany na Sybir. Tam ożenił się i wychował aż pięciu synów. Po odzyskaniu niepodległości Surma wrócił w 1922 roku do Polski. Rząd sanacyjny w dowód wielkich zasług dał mu w Konińsku  aż 83 ha ziemi. Radość Surmów z tak wielkiego podarku trwała jednak tylko tak długo, dopóki nie przybyli na miejsce i nie przekonali się naocznie, jaką wartość przedstawiały owe 83 ha ziemi. Była to jedna wielka pustynia, na której nie rosło nic oprócz szarego mchu, zwanego popularnie „chrobotkiem”. Pierwsze próby obsiania piachu spełzły na niczym. Żyto rosło kępami na wysokość łokcia. Stary Surma podzielił ziemię między synów, ale mimo wielkich wysiłków nie zdołali oni nic z niej wydobyć. Rodziła skąpo, ledwie utrzymując ich przy życiu. Przeklinali więc tę chwilę, kiedy zdecydowali się wrócić z dalekiej Syberii, gdzie żyli znacznie lepiej niż tu. Odwiedzając niekiedy Surmów, poznałem ich bliżej i przekonałem się, że są dzielnymi ludźmi. Ich poglądy znacznie odbiegały od tych poglądów, jakich życzyły sobie od ludzi nasze władze przedwrześniowe. Surmowie chcieli Polski wolnej od ucisku i wyzysku. Nic więc dziwnego, że szybko znaleźliśmy wspólny język. Franek Surma - najstarszy z synów powstańca - miał już blisko 60 lat.Jego żona była Rosjanką. On to podczas jednej z rozmów wyjawił mi, że ma ukrytą broń i granaty. Teraz myśląc o uzbrojeniu Heńka Paducha przypomniałem sobie tamtą rozmowę i postanowiłem się zwrócić do Franka o pomoc...."  
W 2019 roku, postanowiłem przenieść opowieść na odrębna stronę i przekształcić ją w prawdziwą Historię Rodziny Surmów. Czytając wcześniejsze zapiski, jeszcze raz dokładnie je przeanalizowałem i narosły wątpliwości. Niestety na kilka szczegółów nie zwróciłem uwagi. Uznałem, że  Konińsk  to Okońskmoja rodzinna wieś. Bo i kilometry się zgadzały, leży ona 8 km od Maniewicz. Uważałem,że mieszkał tam nie tylko ojciec ale i dziadek wraz ze wszystkimi dziećmi po przyjeździe z Syberii. Wątpliwości narastały. Chociażby przy próbie obliczenia daty urodzin dziadka, w odniesieniu do znanych kilku dat urodzin  jego dzieci. Pomocy poszukiwałem u żyjących członków rodziny (bracia stryjeczni- Kazimierz i Jan oraz wnuk ciotki Feliksy Stanisław)  oraz w sieci.Ostatecznie to najstarsi żyjący bracia przekonali mnie,że tak nie było. Zatem jeśli to nie moi przodkowie- to gdzie znajdowali się moi? Przypomniałem sobie, że mówiło się o Poraju jako miejscu skąd pochodził dziadek. Zacząłem przeczesywanie sieci. Strzałem w dziesiątkę okazało się forum: https://genealogia.okiem.pl/forum/index.php Tam znalazłem uczynnych pasjonatów, najpierw Pana Krystiana a następnie Panią Małgorzatę. Zwłaszcza ona zaczęła mnie zasypywać materiałami dotyczącymi mojego rodu. Większość z nich zamieszczę w dalszych rozdziałach opowieści. Do jednych z cenniejszych  dokumentów zaliczyć należy akta dotyczące oskarżenia dziadka z 1881 roku.Z nich dowiadujemy się, że został oskarżony o „obrazę cara” - i skazany na krótkoterminowy areszt.Oto źródło: "Po obwinieniju kriest`janina dier. Chorun biendinskago ujezda Aleksandra Surmy w sowierszenii priestuplenija priedusmotr. 248 st. Ułoż. o nakaz. [obraza cara]. [Dot. oskarżenia chłopa, wś. Choroń, pow. będzińskiego, Aleksandra Surmy o popełnienie przestępstwa według art. 248 kodeksu karnego]. 1881rok. Wiem,że to początek buntowniczej drogi,bowiem w roku 1886-87 został zesłany na Sybir. Domniemywam,że pomiędzy 1881 a tym okresem, za bunt przeciwko zaborcy otrzymał o wiele surowszy wyrok. W tym okresie urodziło mu się 4 dzieci. Jak to możliwe- przeczytacie w rozdziale "ALEKSANDER I JEGO DZIECI". Tam opowiem o jego losach. Na podstawie wspomnianego dokumentu udało się wyłuskać informacje pozwalające na dalsze poszukiwania. Ustalono dokładną datę i miejsce urodzenia, Aleksandra.  Liczne archiwalia pozwoliły umiejscowić rodzinne gniazdo i zbudować drzewo rodziny od początku XVIII wieku. Rodzina wywodzi się z miejscowości Koziegłowy ( w przekazach ustnych przewijała się miejscowość Poraj) 
W mojej opowieści spotkacie także innych Surmów -stawiających opór zaborcy. Więzionych po "tiurmach"  lub zsyłanych na Syberię. Dla mnie niewątpliwie patriotów, zwłaszcza,że wywodzili się z chłopów a ci jak wiadomo zaborcy się nie sprzeciwiali. A często ( czego doświadczył dziadek), donosili władzom o "nieprawomyślnych" postępkach sąsiadów. Oprócz dziadka, skazano na zesłanie min. w 1909 roku-innego Aleksandra Surmę.W Archiwum Państwowym w Łodzi znajdują się  akta, które mają tytuł " Zesłanie 27 osób za przynależność do organizacji rewolucyjnej" dokument liczy 233 strony. W tym jest zapis: „O zsyłkę Surmy [Aleksandra] (on že Surma) i drugich”. W dalszych rozdziałach wspomnę i o innych. Będę dociekać czy moim krewnym jest ów stary Surma o którym pisze Sobiesiak. 
Mam świadomość, że pomimo dostępnych źródeł- wielu obiektywnych faktów nie ustalę. Będę stawiał prawdopodobne hipotezy i wyciągał własne wnioski. To ostatecznie opowieść rodzinna a nie rozprawa historyczna. W wielu miejscach oparta o wspomnienia  żyjących członków rodziny a w większości mojego ojca. Ta opowieść to swoisty obowiązek aby moje dzieci, wnuki i prawnuki – wiedziały o swoich korzeniach. Bo przychodzi taki okres , kiedy każdego to interesuje. Naprawdę.
Tą opowieścią składam hołd mojemu kochanemu tacie.
Dopiero po wielu latach, jako dorosły człowiek zdałem sprawę z faktu jak mocne piętno wywarł on na moje dalsze życie. Jego opowieści spowodowały iż służyłem krajowi przez 20 lat jako żołnierz zawodowy od elewa do oficera. Brakuje mi go do dzisiaj a mam już blisko 70 lat. Zauroczenie jego osobowością jest tak duże, ze przywołuję go w trudnych chwilach. W snach spowiadam się ze swoich dokonań i oczekuję akceptacji. Jestem niezwykle dumny z noszonego nazwiska i nie jestem  w tym odosobniony. Wiem że na moją poprzednią rodową stronę zaglądali inni Surmowie. Może ta będzie inspiracją do szukania swoich "surmowych" korzeni. Kiedyś sądziłem że jest to rzadkie nazwisko, teraz wiem że jest nas wielu. Być może część z nich poznam.
Po zakończeniu swojej historii  rodziny  – udostępnię miejsce wszystkim noszącym to nazwisko.
Zapraszam zatem i do lektury i kontaktu,

    2.PEREGRYNACJE DO RODZINNYCH KORZENI


    Przez wiele, wiele lat tkwiły głęboko w mojej  pamięci. Ojcowskie opowieści  o dziadku Aleksandrze-buntowniku zesłanym na Sybir. O Jego niełatwych przeżyciach. Po kilkudziesięciu latach- wypłynęły i stały się inspiracją do poszukiwania śladów przodków. Odnalezione dokumenty wskazały miejscowości, gdzie się rodzili, pracowali i walczyli z zaborcą. Zapraszam na wędrówkę po rodzinnych miejscowościach i opowieść o przodków z nimi związanych.   Zgodnie z poniższym planem swoją podróż rozpocznę w przysiółku Surma.



    Matecznik

     SURMA

    ukryty w lasach przysiółek wsi Brudzowice par. Siewierz- najbardziej prawdopodobne miejsce rodowe i pochodzenie nazwiska.
    Procesowi odnajdywania przodków- kiedy już zanikają wszelkie ślady, towarzyszy chęć uzupełnienia historii, nawet w postaci legendy. W mojej wyobraźni jawi się taki oto obraz:
    W początkach 17 wieku , wokół rzeki Brynicy, która z czasem stała się swoistą granicą  rozdzielającą ziemie Górnego Śląska i Zagłębia rozciągały się nieprzebyte lasy. Czasami można było spotkać małe osady ludzi wolnych z puszczy żyjących. Rzadko rozrzucone były wsie. Nieopodal jednej z nich zamieszkał na leśnej polanie człowiek o którym w  Brudzowicach bajali, że to były żołnierz Wojsk Rzeczpospolitej o czym świadczyć mógł i strój i instrument w wojskach używany.  Mieszkający we wsi weterani walk z Turkami- mówili, że surma ów instrument się zowie. Wieczorami dochodziły z polany przenikliwe dźwięki wygrywanych melodii. A  kto z mieszkańców zapędził się na polanę mógł zobaczyć  rosnące zwały gałęzi z których oczyszczał on miejsce pod budowę. Niebawem powstała  chata  bez okien i komina ale dająca schronienie przed ziąbem, deszczem i dzikim zwierzem. Miał zatem dach nad głową a zbierane leśne owoce i grzyby oraz upolowana  ukradkiem zwierzyna-zapewniały wyżywienie. Z czasem zaczął bywać w brudzowickiej karczmie aby wieści ze świata zasięgnąć a i sąsiadów poznać .
    Tak minęło kilka lat. Mieszkańcy Brudzowic  przywykli do Wojciecha z polany a że Wojtków było dużo w okolicy - nazywali go Wojciechem z surmą albo z Surmy. Taka nazwa wkrótce przylgnęła do polany. Wojciech ożenił się z mieszkanką Brudzowic, przybywały dzieci i stanął drugi dom.  Jak odnotowano w słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego, była tam osada włościańska, stojące 2 domy 19 mieszkańców i przynależało do osady 56 mórg ziemi.
                                                                                         
                                                               

    W tej to osadzie przychodziły na świat liczne zastępy Surmów ale i szybko ją opuszczali  bo wszystkich owe niecałe 30 hektarów ziemi nie mogło wyżywić. Młodzi znajdowali małżonków  w Brudzowicach    i tam zamieszkiwali. Kiedy  nastał czas przybierania nazwisk – oni swoje wywiedli od nazwy rodzinnego przysiółka (Z  czasów wcześniejszych, zachowano tylko zapisy dotyczące szlacheckich rodów. Polskie nazwiska plebejskie są zjawiskiem historycznie późnym. Tworzenie nazwisk trwało do poł. XVII wieku a i tak nie było obowiązkowe. Dopiero państwa zaborcze wprowadziły obowiązek posiadania nazwiska.)
    Miejscowość  można bez trudu odnaleźć na  współczesnych   mapach mimo, że  dzisiaj formalnie stanowi ona całość ze wsią Brudzowice znajdującą się w powiecie myszkowskim.  Wystarczy w mapę Google wpisać Brudzowice i wyznaczyć trasę do miejscowości Surma.
                                                                                    

    Nawet na współczesnych zdjęciach przysiółek wygląda tak jakby czas się zatrzymał. Dalej to polana zagubiona w mrocznych lasach. Mokradła na kształt fosy obronnej otaczają wzniesienie z budynkami mieszkańców.

                                                                                      
        ( foto: Jura Polska)

    Surmowie przypisani do parafii Siewierz widnieją w księgach od 1659 roku. Pierwszy wpis dotyczy  urodzin dzieci Jakuba i Zofii Surmów: 1659-córki Zofii, 1661-syna Jana a w 1664 Andrzeja.
    Do 1700  roku- zarejestrowano 10 urodzin
    1700-1799 – narodzin 34, małżeństw 10, zgonów7
    1800-1899 - narodzin 264, małżeństw 61, zgonów 106
    1900-1999 - narodzin 41, małżeństw 12, zgonów16

    BRUDZOWICE. 

    Podstawowe informacje zawiera Wikipedia gdzie zapisano, że wieś jest położona w województwie śląskim w powiecie będzińskim, w gminie Siewierz. Posiada tzw. „metrykę średniowieczną”  bowiem po raz pierwszy  jest o niej wzmianka w dokumencie z 1357 wpisana w języku łacińskim jako Bruczowicze, 1426 Budzowicze, 1529 Brvdzowicze. Wieś od 1357 należała do biskupstwa krakowskiego i leżała w księstwie siewierskim w województwie krakowskim w Koronie Królestwa Polskiego, a od unii lubelskiej z 1569 w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.                       Po rozbiorach Polski miejscowość znalazła się w zaborze rosyjskim i leżała w Królestwie Polskim. W XIX-wiecznym Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego wymieniona jest pod dwiema nazwami Brudzowice i Bruczowice; jako wieś leżąca w powiecie będzińskim w gminie Sulików i parafii Siewierz. W 1827 w miejscowości znajdowało się 67 domów zamieszkiwanych przez 446 mieszkańców. W 1882 stały 92 domy z 830 mieszkańcami. Wieś liczyła w sumie 1523 mórg powierzchni, które w całości należały do włościan. W miejscowości znajdowały się także 2 dwory.

    SIEWIERZ. 

    Brudzowice należały wówczas do parafii Siewierz zatem o niej kilka słów wypada napisać.   „Parafia pw. św. Macieja Ap. w Siewierzu swymi początkami sięga czasów średniowiecza. Początkowo ośrodkiem parafialnym był kościół pw. św. Jana Chrzciciela, natomiast świątynia pw. św. Macieja Ap. była jego filią. Na podstawie bulli papieskiej z 1424 r. prawo patronatu nad kościołem sprawował klasztor Norbertanek z Czarnowąsów. W tamtym okresie parafia obejmowała znaczny obszar, m.in. Siewierz oraz miejscowości: Boguchwałowice, Brudzowice, Chruszczobród, Gołuchowice, Markowice, Trzebiesławice, Winowno, Wojkowice Komorne, Zendek i Żelisławice. Od początku XVIII w. parafia należała do dekanatu bytomskiego, następnie do siewierskiego, który prawie w całości pokrywał się z granicami Księstwa Siewierskiego.(na podstawie Wikipedii)


    PROTOPLASTA z KŁOBUCKA ?

    Czy znalazłem naszego Surmę –Zero  czyli protoplastę.  Niestety w dokumentach parafialnych nie ma  twardego dowodu.  Znając imię i datę urodzenia jego pierworodnego – powinien się odnaleźć. Niepewny ślad znajdujemy nieco dalej bo w odległym o 50 km- Kłobucku.
                                                                                      
    Zamieszczony powyżej zapis księgi parafialnej Kłobucka  dotyczy  urodzonego 3 października 1752 roku Franciszka, którego rodzicami byli: Wojciech Surma (określany jako Surmaski) urodzony około 1725 r. oraz Katarzyna.
    Z Kłobucka do Koziegłówek, gdzie znajdujemy ślad  Franciszka – bez wszelkiej już wątpliwości naszego udokumentowanego przodka – jest, jak napisałem około 50 km. Zatem nie ma 100% pewności, że to ten sam Franciszek ale zachodzi duże prawdopodobieństwo.  Wiek Franciszka jest zbliżony do wieku naszego przodka ( z aktu zgonu wynika rok urodzenia 1755-odnotowany zapewne na podstawie oświadczenia rodziny).
    Sądzę, że można przyjąć, iż naszymi  protoplastami są rodzice owego Franciszka z Kłobucka: Wojciech i Katarzyna Surma ( Surmaski)
    Wątpliwości może wzbudzić  końcówka „ski” . Sądzę, że można to uzasadnić, posługując się następującym  wyjaśnieniem z  Wikipedii. „Nuncjusz papieski, Giulio Ruggieri, pisząc o polskiej szlachcie w roku 1565 roku, zauważył, że niektórzy w dalszym ciągu noszą dawne imiona kiedy tymczasem „inni ponazywali się od dóbr przez siebie posiadanych z dodaną sylabą –ski” Jeśli przyjąć, że zwyczajowy zapis „Franciszek z Surmy” nie wchodził  już w rachubę -ksiądz użył powszechnego zamiennika z końcówką.  Oczywiście do szlacheckiego herbu Surmowie nie pretendują-bo to jak wynika z dokumentów i losów przodków- ród plebejski. Z ziemi przodkowie nie żyli ale imali się różnych prac najemnych. Zatem bardziej rzemieślnicy niż kmiecie.

    Kłobuck 

    mógł być magnesem dla młodego Wojciecha bo  położony przy ważnym szlaku komunikacyjnym rozwijał się bardzo szybko i stwarzał szansę dla młodych przedsiębiorczych ludzi.
    Jak podaje Wikipedia już w  1532 istniały zarejestrowane cechy: szewców, piekarzy, rzeźników czy sukienników.
    W rodzinie co pewien czas pojawia nam się osoba zajmująca się krawiectwem. Krawcem był mój  pradziad Andrzej i dziad Aleksander. Współcześnie ten zawód przez wiele lat uprawiał mój stryjeczny brat Kazimierz s. Piotra wnuk Aleksandra. Być może tę tradycję zapoczątkował protoplasta Wojciech, który u sukienników mógł się zatrudnić a potem nie tylko wyrobem sukna ale i szyciem się parać.
    Należy uznać, iż powodziło mu się nieźle skoro założył rodzinę, żeniąc się w 1750 roku z  Katarzyną. Warto wspomnieć  o podporządkowaniu w 1658 roku miasta Klasztorowi Jasnogórskiemu co zdecydowanie dawało lepsze możliwości do życia niż na ziemiach stanowiących własność szlachecką. To też mogło być powodem osiedlenia się w Kłobucku. Miasto w owym czasie odbudowywało się po pożarze z 1689 roku i stosowano wszelkie zachęty aby przywrócić mu czasy świetności.

    WINOWNO - TU NASZ NESTOR ŚLAD ODCISNĄŁ

    Nestorem rodu był Franciszek urodzony ok. 1755 r. (03. 10. 1752)
    Data urodzin została zapisana w akcie zgonu, bowiem dokumentu urodzenia nie udało się odkryć. Jeśli przyjąć, że jest to Franciszek z Kłobucka to za dokładną datę urodzin należy uznać -3 października 1752 roku. Ożenił się będąc już statecznym 32-letnim mężczyzną a zapewne już i z niejakim majątkiem bo w konkury uderzył do szanowanej i zamożnej rodziny. Ja osobiście wysuwam następujący wniosek. Franciszek pojawił się w Winownie jako krawiec, który szukał zarobku w miejscowościach, gdzie nie miał konkurencji jak w Kłobucku. Rzemiosła wyuczył się u ojca Wojciecha a wiedząc, że z tych okolic ojciec się wywodzi - postanowił zamieszkać w rodzinnych stronach. Franciszek we wszystkich odnalezionych aktach określany jest jako laboratorius (robotnik) co potwierdzało by moją tezę. Posiadał własny dom zatem według ówczesnego nazewnictwa można go  określić  także jako casarius –chałupnik ( właściciel chałupy).  Pewny fach w ręku, własny dom to stanowiło, iż był dobrą partią bo inaczej zamożni rodzice Jadwigi nie pozwoliliby mu konkurować o względy córki . Sakramentalne „Tak” – zostało wypowiedziane  30.07.1787 roku w kościele parafialnym Panny Młodej w Przybynowie a jego wybranką była Jadwiga Ordonówna.
                                                                              

    Nazwisko Ordon  znamy od powstania Listopadowego bowiem zostało  uwiecznione przez Adama Mickiewicza. Słynny Ordon wywodził się z Warszawy więc raczej nie była to rodzina panny młodej. Rodzice Jadwigi należeli do znanych postaci w okolicy  bowiem było to małżeństwo zamożnych młynarzy, Wojciech i Franciszka.
    Jadwiga urodziła się w Młynie Ordon par. Przybynów 4.10.1768 roku a w chwili zamążpójścia miała 19 lat.
                                                                                        
                                                                        
     To nie jedyna młódka w rodzinie. Jak się później okaże nasze pra i babki wychodziły za mąż ledwo pełnoletnie albo też przodkowie mieli takie zachcianki.Bo ten  znacznie był od Jadwigi starszy.

    Małżonkowie  Franciszek i Jadwiga Surma zamieszkali w domu Franciszka we wsi Winowno, parafia Koziegłówki i tam zostało poczętych ich dwoje pierwszych dzieci.
    Pierworodny Mikołaj (9.12.1788).
                                                                                


    oraz córka Helena(9.02.1790)
                                                                                        

    W 1791 r. rodzina przeprowadziła się do większej wsi Koziegłówki.                                                     Tutaj przyszli na świat pozostali  synowie:

    Łukasz (13.10.1791)- dla rodu najważniejszy, bo to ojciec przodka Andrzeja
                                                                                 

     Józef (18.03.1795)
                                                                               

    i Antoni ( 17.06.1797.
                                                                                              

     Para dorobiła się pięcioro dzieci ale pod tym względem  mój pra- pra- pra - dziadek  nie był rekordzistą. W dalszej opowieści spotkamy przodka z trzynaściorgiem dzieci a rekord ten nieomal powtórzył mój stryj Stanisław, który urodził się tak jak mój ojciec  w Krasnojarsku na Syberii.
    Nestor rodu  Franciszek zmarł w Koziegłówkach 8.03.1821 – miał 66 lat.

                                                                                       
       


    Wdowa Jadwiga Surma z Ordonów, mieszkała dalej w Koziegłówkach pod numerem 38. Daty jej śmierci nie ustalono.

    WINOWNO

    Nazwę miejscowości w zlatynizowanej formie Vinowno wymienia w latach (1470-1480) Jan Długosz w księdze „Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis”.  Jak podaje ten polski historyk wieś należała do kościoła parafialnego w Siewierzu. Z miejscowością wiąże się nazwisko Jana Koziegłowskiego herbu Lis wymienianego przez Długosza jako właściciela miejscowości.
    Wieś w latach 1595-1988 została przypisana do parafii w Koziegłówkach.
    W 1795 po rozbiorach Polski miejscowość znalazła się w zaborze rosyjskim i leżała w Królestwie Polskim. Miejscowość jako wieś i osada leśna leżące w powiecie będzińskim gmina Koziegłowy pod koniec XIX wieku wymienia Słownik geograficzny Królestwa Polskiego. W 1827 we wsi znajdowało się 41 domostw zamieszkanych przez 254 mieszkańców. W 1893 wieś liczyła 977 morg powierzchni, a osada leśna należąca do leśnictwa rządowego Olsztyn miała 15 morg ziemi 1 dom zamieszkiwany przez 6 mieszkańców. W sąsiedztwie znajdowała się również osada karczmarska o powierzchni 6 morg. W 1893 roku miejscowość miała 67 domy, w których mieszkało 585 mieszkańców.

    MŁYN 

    par. Przybynów   - miejsce urodz.  pra pra pra babki (4) Jadwigi Berezy (1768) córka Wojciecha i Franciszki Ordon


    KOZIEGŁÓWKI   

     nr.38 – miejsce zamieszkania od 1791
     - miejsce urodzenia pra- pra- dziada (3) Łukasza1791 – drugi z przodków
    - miejsce urodzenia (3) Antoniny(5.01.1801) żony Łukasza
    - miejsce urodzenia  pra dziada(2) Andrzeja (12.11.1822) ojca dziadka Aleksandra



    Historia
    wieś w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie myszkowskim, w gminie Koziegłowy.
    Wieś biskupstwa krakowskiego w księstwie siewierskim w końcu XVI wieku
    W 1106 r. Drogosław herbu Zerwikaptur miał założyć wieś Koziegłowy. Za panowania księcia polskiego Kazimierza Sprawiedliwego otrzymał ją Mikołaj herbu Lis – wojewoda krakowski, który zamek w nich założył. W dokumentach z XV w. spotykamy więc Stare Koziegłowy i Nowe Koziegłowy[2].
    Jan Długosz pisząc Nowe Koziegłowy chciał odróżnić Koziegłowy miasto od sąsiedniej wioski, również o tej samej nazwie, dziś zwanej Koziegłówkami.
    Parafia Koziegłowy Stare znana była już w dokumentach z 1325 r. 36 (na początku XIV w. nie płaciła świętopietrza) Był w niej parafialny kościół murowany z kamienia, wzniesiony ku czci św. Michała i św. Wojciecha w 1440 przez Mikołaja Koziegłowskiego herbu Lis – kasztelana sandomierskiego (zmarł w 1437 r.)
    W 1787 r. wieś liczyła 409 mieszkańców, 53 domy, ale już w 1790 r. – 75 domów, z czego 62 rządowe czyli pańszczyźniane i 13 plebańskich. W 1802 r. wójtem w Koziegłówkach był" Tomasz Marchewka, zaś przysięgłym Łukasz Zemła.
    Zabory Polski
    W XIX-wiecznym Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego miejscowość wymieniona jest w powiecie będzińskim w gminie Koziegłowy. W 1827 roku we wsi było 90 domów, w których mieszkało 693 mieszkańców, a w 1880 roku 137 domów oraz 952 mieszkańców. Wieś liczyła 1294 mórg obszaru należącego do chłopów
    W latach 1903–1908 staraniem ks. Stanisława Zapałowskiego i komitetu kościelnego z Wojciechem Cesarzem, Antonim Będkowskim, Wojciechem Sojką i Janem Chachulskim wybudowano nowy kościół pw. św. Antoniego. Konsekrowany 26 sierpnia 1910 r. przez biskupa diecezji kieleckiej Augustyna Łosińskiego. W kościele tym znajduje się słynny obraz św. Antoniego Padewskiego, poświęcony przez papieża Urbana VIII. Przywiózł go do Koziegłówek dr Mateusz Żaczkowicz w 1635 r.

    PIEC MASŁOŃSKI 

    par. Przybynów - miejsce urodzenia pra babki(2) Karoliny Marianny Iwańskiej(31.01.1820)  żony Andrzeja


    ......w opracowaniu

    GENZYN   

    par. Koziegłowy    - miejsce urodzenia  dziada(1) Aleksandra 18.02.1860

    Historia

    Gęzyn (dawniej Gężyn – wieś w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie myszkowskim, w gminie Poraj.
    Miejscowość ma metrykę średniowieczną i istniała już w XV wieku. Założona została na surowym korzeniu w 1437 jako Gaszyn, Ganszin. Później wymieniana w 1440 Gossin, 1470-80 Ganschin, 1481 Gazin, 1529 Gązin. W XIX i XX wieku występowała również pod nazwą Gężyn, pod którą wymienia ją w 1881 Słownik geograficzny Królestwa Polskiego
    Początkowo miejscowość była wsią szlachecką leżącą w kluczu koziegłowskim. W początku XV wieku tereny, na których powstała stanowiły własność kasztelana sądeckiego Krystyna z Kozichgłów. W 1437 Krystyn nakazał swojemu kmieciowi Michałowi Studzionce „de Kieszer” osadzenie na surowym korzeniu wsi Gęzyn na 22 łanach powstałych w wyniku wykarczowania należącego do niego lasu[1].
    W 1440 Koziegłowscy herbu Lis dzielą należące do nich dobra, w wyniku czego Koziegłowy wraz z sąsiednimi wsiami; w tym Gęzyn, przypadł Janowi seniorowi. W 1519 Krzczon Koziegłowski, syn Jana seniora, sprzedał za 10 000 florenów swoje dobra koziegłowskie: zamek koziegłowski oraz miasto Koziegłowy wraz z okolicznymi wsiami, w tym Gęzyn, biskupowi krakowskiemu Janowi Konarskiemu. Od tego momentu miejscowość stanowi własność biskupstwa krakowskiego leżącą w kluczu siewierskim tzw. księstwie siewierskim znajdującym się w Koronie Królestwa Polskiego, a od unii lubelskiej z 1569 w Rzeczypospolitej Obojga Narodów].
    Wieś leży w Częstochowskim Obszarze Rudonośnym. W XIX wieku dzierżawcy kuźnicy znajdującej się w Kuźnicy Starej wydobywali tu rudę żelaza. Wożono ją furmankami do Pieca Masłońskiego. Obecnie miejscowość nosi nazwę -Masłońskie
    Po rozbiorach Polski miejscowość znalazła się w zaborze rosyjskim i leżała w Królestwie Polskim. Wymieniona została w XIX-wiecznym Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego jako wieś Gężyn leżąca w powiecie będzińskim w gminie Chorów i parafii Koziegłowy. W 1827 we wsi znajdowało się 8 domów zamieszkanych przez 76 mieszkańców
    W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa częstochowskiego.

    CHOROŃ     

    Tutaj dziadek Aleksander mając zaledwie 20 lat po raz pierwszy doświadczył  brutalności carskich czynowników a bezsensowna kara wpłynęła  na jego burzliwe losy.

    W 1880 roku, wieś w której zamieszkał przybyły za praca 20 letni  Aleksander liczyła blisko 500 mieszkańców, ponad 60 domów  w większości drewnianych  i miała 8. budowli murowanych. Była tu gorzelnia oraz 5 młynów.  Ludność miejscowa trudniła się rolnictwem oraz wyrobem płótna.
    W pobliskim Poraju pracy nie brakowało, bo były kopalnie rudy żelaza i Fabryka Naczyń Emaliowanych „Sfinks”. Zapotrzebowanie na pracowników było także na kolei bowiem budowano bocznice i odnogi do tych zakładów a także drugi tor Kolejowej linii Warszawsko- Wiedeńskiej.

    ZAWIERCIE  

     par. Kromołów  

    Aleksander poślubił około 1880 r.  babkę (1) Wiktorię( 1861) (Radoś) z domu Jęderek .

    W tym czasie chodzi o Zawiercie Małe było wsią – gromadą przynależną do gminy i parafii Kromołów. W końcu XVIII stulecia istniały dwie sąsiadujące miejscowości: Zawiercie Większe, w którym znajdował się tartak oraz Zawiercie Małe z fryszerką ( zakładem metalurgicznym).
    Można by zakładać że jest to parafia babki Wiktorii ale nie można jej tam odnaleźć.

     OSTRĘŻNIK 

     par. Potok Złoty  

    miejsce urodzenia 5 dzieci Aleksandra: Franciszek (28.03.1888); Zofia (18.05.1889); Piotr (1890); Władysław (20.03.1891); Jan (24.01.1893); Feliksa (16.06.1894)
    Tutaj też urodziło się w latach 1887-96 – pięcioro wnuków( dzieci Adama) pradziada Andrzeja
    Tutaj zmarła pra babka Karolina (22.03.1895)
    Tutaj mieszkała Konstancja –siostra Aleksandra, która najprawdopodobniej adoptowała jego córkę Zosię.

    Ostrężnik  – niewielka leśna osada położona w odległości około 4 km na południe od Złotego Potoku, licząca kilka domów. Znajduje się tuż przy drodze wojewódzkiej nr 793 (przystanek PKS na żądanie). Ze względu na znajdujące się tutaj ruiny zamku oraz rezerwat "Ostrężnik" jest to węzeł szlaków turystycznych pieszych i rowerowych. Przez Ostrężnik przebiega kilka tras turystycznych, m.in. czerwony Szlak Orlich Gniazd oraz niebieski Szlak Warowni Jurajskich
    Obecnie jedyne, co pozostało z warowni, to skała, na której był zbudowany zamek górny, oraz fragmenty wałów i murów o wysokości nie przekraczającej jednego metra. Ich pozostałości to najprawdopodobniej resztki wieży obronnej, budynku mieszkalnego i wieży bramnej. Widoczne są również otaczające podzamcze ziemne wały. Teren ruin porośnięty jest lasem. W skale, na której wzniesiono warownię, znajduje się Jaskinia Ostrężnicka z korytarzami o długości ok. 90 metrów, która jest obiektem wycieczek speleologów. Legenda głosi, że zostali w niej zasypani rabusie wraz ze swoimi łupami.

    Złoty Potok 

    położony 30 km od Częstochowy jest jedną z najpiękniejszych i najbardziej urokliwych miejscowości na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Duża, ponad 1000 mieszkańców, wieś z rynkiem w malowniczej dolinie rzeki Wiercicy mogłaby obdarzyć atrakcjami niejedno spore miasto.
    Osadę założono już prawdopodobnie w XII wieku. Należała ona kolejno do możnych rodów Jelitczyków, Szreniawitów, Potockich, Silnickich, Korycińskich i Koniecpolskich. W XVI w. postawiono tu dwór obronny (zamek), który do pocz. XIX w. popadł w ruinę.
    W 1851 roku majątek zakupił gen. Wincenty Krasiński i na miejscu zamku wzniósł pałac w stylu neoklasycystycznym. W 1857 roku przebywał tu jego syn poeta Zygmunt Krasiński z rodziną.
    Niespodziewana śmierć czteroletniej córki Elżbiety spowodowała, że poeta na stałe wyjechał z Polski do Paryża i nigdy już nie wrócił do kraju, ale 20 lat później w pałacu zamieszkała najstarsza córka Zygmunta Krasińskiego, Maria Beatrix. Wyszła ona za mąż za hrabiego Aleksandra Raczyńskiego i to właśnie rodzina Raczyńskich doprowadziła pałac do świetności. Ponowną renowację pałacu przeprowadził hr. Karol Raczyński na początku XX wieku. Niestety wyposażenie zostało zniszczone w trakcie i po II wojnie światowej. Pałac położony jest w romantycznym parku z kilkoma stawami i okazałymi drzewami - dębami, lipami, modrzewiami.
                                                                                       


     
    Rezydencja Raczyńskim może być początkiem spaceru doliną Wiercicy od jej malowniczych źródeł Zygmunt i Elżbieta, nad stawami pełnymi pstrągów, które są świadectwem istnienia tu jednego z najstarszych gospodarstw rybackich z pstrągami w Europie kontynentalnej (w dniach 1-2 sierpnia odbędzie się Święto Pstrąga, którego główną atrakcją są popisy kulinarne i degustacje potraw z pstrąga, a dodatkowo odbywają się koncerty i imprezy) aż do pięknych ostańców skalnych, jak Brama Twardowskiego czy Diabelskie Mosty (ok. 4 km od Złotego Potoku), które nie pozwalają zapomnieć, że jesteśmy na Jurze.

    PORAJ  

     miejsce śmierci  pra dziada Andrzeja, zmarłego 11.06.1903 r.

    Historia
    Poraj po raz pierwszy pojawił się w źródłach historycznych w roku 1496, kiedy starosta krzepicki Stanisław z Kurozwęk z polecenia króla Jana Olbrachta założył w małej osadzie stadninę koni. Osada przyjęła nazwę od herbu Poraj Stanisława z Kurozwęk, syn Dobiesława Kurozwęckiego, wojewody lubelskiego. W roku 1556 za panowania króla Zygmunta II Augusta założono pierwszy w Polsce szlak pocztowy z Krakowa do Krzepic przez Olkusz, Koziegłowy, Częstochowę. W Poraju została założona stanica wymiany koni pocztowych. W 1846 roku wybudowano stację Poraj w ramach budowy kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. W 1862 roku założono pocztę. W 1913 roku została założona Ochotnicza Straż Pożarna (remiza strażacka znajduje się przy ulicy Józefa Piłsudskiego 7). W 1920 roku utworzono gminę Poraj. Do 1925 roku Poraj był siedzibą gminy Choroń.

     



    PRZESŁANIE 

    przedstawiciele mojej rodziny tak jak wielu mieszkańców Księstwa Siewierskiego -  czynnie uczestniczyli w Powstaniu Styczniowym. Udokumentowano udział w nim co najmniej jednego członka rodziny Franciszka z Koziegłówek - brata mojego dziadka. Do powstania poszedł jako 16-latek. Rodzinnemu miastu w 1870 roku w odwecie za liczny udział mieszkańców w tym zrywie narodowym – zaborcy odebrali prawa miejskie.
    Franciszek zapłacił za bunt wieloletnim więzieniem. To nie złamało mu charakteru i  czynnie angażował się w działalność konspiracyjną . Za to został skazany na syberyjską zsyłkę.
    Za opór zaborcy byli zsyłani inni Surmowie.
    Mój dziadek Aleksander już jako 20-latek dał się poznać carskim władzom z zadziornego charakteru. W ramach represji – skazany na areszt. Nie ostatni raz. Za kolejne objawy nieposłuszeństwa płacił więzieniem a potem – jakby inaczej zsyłką na Sybir.
    Podobny los spotkał Augustyna Surmę syn Franciszka urodzonego w Ostrężniku w 1887 r., który w 1908-1910 był uwięziony i wywieziony na Sybir.
    Adam Surma najmłodszy syn  pradziada Andrzeja ze wsi Choroń w par. Przybynów. Osadzony najpierw w więzieniu, potem zesłany. Jego syn Władysław ( Władimir) urodzony na Syberii został w 1943 roku wcielony do Armii Czerwonej. Wojnę przeżył i wrócił do Krasnojarska.
    Wszyscy oni, ci poznani a może i wielu innych Surmów – byli zmuszani do ciężkiej pracy i niewolniczej egzystencji tam gdzie „zima trwa 9 miesięcy a potem lato i lato”. Usiłowano wykorzenić polskość, wiarę, godność i  pozbawić rodzin. Bezskutecznie. Rodziny zostały zachowane bo bohaterskie żony dołączały do nich często z nieletnimi dziećmi. Tradycja i wiara była kultywowana w domach. Przywiązanie do polskości przejawiło się w decyzji o powrocie do Ojczyzny- kiedy odzyskała ona niepodległość. Surmowie pracowali na jej wielkość jako osadnicy wołyńscy.
    W latach  1943-44 roku ratowali się ucieczką przed pogromami dokonywanymi przez ukraińskich nacjonalistów. Niektórzy za to, że byli Polakami zapłacili życiem. W tym córka i syn ojca Bolesława.
    Przez wiele lat pamięć o nich była rozproszona wśród  potomków . Dopiero teraz udało się odkurzyć wspomnienia, odszukać archiwalne dokumenty, stare fotografie i opracować historię rodu.  Zaczyna ona nowe życie w Internecie. Zadbam i o książkową wersję. Z przesłaniem dla żyjących i potomnych.  Pamiętajcie o historii naszego plebejskiego ale patriotycznego rodu. Dopisujcie własne historie- aby pamięć trwała wiecznie. Aleksy Surma