środa, 23 października 2019

ALEKSANDER SURMA - NIEPOKORNY BUNTOWSZCZYK

Nie legenda a fakty
Moja pierwsza opowieść o dziadku Aleksandrze spisana w 2012 roku wynikała z przekazów zasłyszanych od ojca Bolesława. Miałem 7-10 lat,  kiedy ojciec opowiadał o swojej rodzinnie i własnych przeżyciach – kolegom podczas spotkań towarzyskich. A że był znakomitym gawędziarzem, siedziałem cichutko nieopodal biesiadnego stołu i chłonąłem je jak przysłowiową „Bajkę o żelaznym wilku”. Przez kilkadziesiąt lat były schowane głęboko w mojej pamięci a wydobyły się podczas tworzenia profesjonalnej strony www.surma.pl . Dzięki  niej pozyskiwałem odbiorców swoich usług szkoleniowych i doradczych. Jeden z moich kolegów , specjalista marketingu- zasugerował abym zawarł na stronie opis rodziny, bowiem to ociepli mój wizerunek i odróżni od konkurentów. I wtedy z zakamarków umysłu wydobyły się wspomnienia zasłyszanych historii o powstańcu styczniowym, zesłaniu na Syberię, pobycie na Wołyniu. Bezrefleksyjnie  je spisałem i  stworzyłem tak naprawdę legendę rodzinną.
W 2019 roku, kiedy strona zawodowa przestał mi być potrzebna- postanowiłem pod cennym adresem internetowym zainstalować bloga i poświęcić go tylko  rodzinie Surmów. Impulsem były także nawiązane kontakty z członkami mojej rodziny i zachęty aby opisać dzieje rodu w  oparciu o dostępne dokumenty i posiadaną przez nich wiedzę. I tak za pośrednictwem osób, pasjonatów genealogicznych- zaczęły do  mnie docierać archiwalne dokumenty. Ukazały wiele faktów rodziny zamieszkującej okolice Poraja k/ Częstochowy ale otworzyły też przestrzeń  do wielu hipotez i spekulacji. Dzięki nim mogę w tej opowieści zrekonstruować dzieje Aleksandra i jego potomków oraz rozwiać wiele mitów  zawartych w przekazach ojca jak i członków rodziny.
Co zatem jest bezsporne a co pozostaje nieodkryte. 
Dziadek Aleksander urodził się dokładnie 18 lutego 1861 roku Wynika to z akt ( pozyskanych z Archiwum  Głównego Akt Dawnych) dotyczących postępowania przeciwko Aleksandrowi Surma  o obrazę cara. Pomimo poszukiwań nie udaje się ( na razie) ustalić miejsca urodzenia i imion rodziców. Nasycenie nazwiskiem Surma Poraja i okolic wskazuje, że jego rodzice gdzie w tym regionie zamieszkiwali.Ale w okresie zaborów bardzo dużo Surmów zamieszkiwało w Wielkopolsce i koło Łodzi. Zakładam, że Aleksander  w wieku około 18 lat ( czyli w 1879 roku), wyszukał  krewnego Jędrzeja ( Andrzeja) Surma ( Szurma)- urodzonego  w 1827 roku. Jędrzej do pracy na roli zamiłowania nie miał  za to wybitne  ciągoty do robienia interesów. W akcie urodzenia syna Adama z 1862 roku sporządzonego w Parafii Przybynów ( Choroń Zielona)występuje  jako karczmarz. W kolejnych aktach podaje, że jest rolnikiem, włościaninem, czynszownikiem oraz krawcem.  A właśnie mój ojciec i inni członkowie rodziny ( moi bracia stryjeczni Kazimierz i Jan) potwierdzają, że krawcem był także Aleksander. Gdzie zatem mógł się tego wyuczyć nie ponosząc  kosztów nauki jak nie u kogoś z rodziny?
W Koziegłówkach Aleksander poznaje równolatkę – Wiktorię z rodziny, Jenderków , Jęderków ( lub Indrek- bo tak miał jego syn Bolesław podane w dowodzie nazwisko rodowe matki) która jest żoną nijakiego Radosza- wkrótce wdową. Nie dotarłem dotychczas do aktu ślubu Aleksandra i Wiktorii. Musiało to nastąpić przed 1888 rokiem.
Jak dziadek próbował cara zabić 
W 1881 roku dokonano skutecznego zamachu na cara Aleksandra II. Oczywiście takie wydarzenie jest szeroko komentowane także i we wsi  Koziegłówki.  Wyobraźcie sobie taką scenę;
Jest druga połowa marca 1881 roku. W karczmie do stołu, gdzie siedział Aleksander przysiada się trójka sąsiadów- jedna kobieta i 2 mężczyzn. Niejaka Marianna Grabowska zagaja rozmowę.
- Olek wiesz co się stało w Petersburgu?
- Nie a cóż takiego się stało?
- 13 marca zabili najjaśniejszego Pana Aleksandra II. I mówią, że to polak  zrobił.
(Zamach z 13 III 1881 roku, był przygotowany oraz przeprowadzony przez Polaka Ignacego Hryniewieckiego).
Na to Aleksander zapalczywie:
- i dobrze ,że burasa ( buruju sobaku) zabili. Jakby nie ten polak to ja sam mógłbym to zrobić.
Przy stole siedzieli dwaj mężczyźni: Franciszek Gradzik i Wawrzyniec Kurzak. Jak się potem okazało szpiclujący dla żandarmerii. Marianna  Grabowska zapewne też. Zatem była to celowa prowokacja wobec osoby, która znana był wcześniej z nieprawomyślnych poglądów.
Aleksander zostaje aresztowany, przesłuchiwany a w maju zapada wyrok. Długoletnie więzienie za obrazę Najświętszej Osoby Imperatora a  może dołożyli mu zamiar dokonania zamachu na kolejnym władcy. Możliwe bo z akt wynika, że w dochodzenie była angażowana żandarmeria z  Częstochowy, Warszawy i nawet stolicy imperium- Petersburga. Można domniemywać, iż był  osadzony zgodnie z rejonizacją- w Piotrkowie Trybunalskim bo tam karę odbywał  Adam Surma, syn Jędrzeja -  także za występki przeciwko carskim zaborcom. Wiktoria po aresztowaniu Aleksandra przeprowadza się do wsi Ostrężnik być może do bliższej rodziny.
Wszystkie dzieci Aleksandra
Z racji uczestnictwa w licznych projektach unijnych, miałem także do czynienia z systemem penitencjarnym. Stąd zakładam, że podobnie jak  obecnie - osadzeni wówczas korzystali pod odbyciu pewnej części kary – z krótkookresowych przepustek. Bo w tym okresie przychodzić  zaczęły na świat owoce  związku Aleksandra i Wiktorii -  najpierw nieformalnego a potem zalegalizowanego ślubem. Chronologicznie wyglądało to tak:
1. Pierworodny Franciszek  rodzi się w 1888 roku a matka i chrzci go sama. W akcie zapisano, że ojciec Aleksander Surma jest nieobecny. Co ciekawe Wiktoria ma wówczas nazwisko Radosz z domu Jenderków – co by oznaczało, że było to dziecko nieślubne ale uznane przez  Aleksandra.
2. W kolejnym 1889 –znajdujemy akt urodzenia ich córki Zofii, ochrzczonej podobnie jak 1 dziecko w Parafii Złoty Potok i także brakuje na  chrzcie ojca Aleksandra. Ten akt chrztu jest rodzinną niespodzianką bowiem nikt o takiej osobie nie słyszał. To wyjaśnię w dalszej części  opowieści.
3. 1890 rok. A teraz przy okazji przyjścia na świat kolejnego dziecka Piotra – mamy detektywistyczną zagadkę.  W archiwum pod indeksem „Piotr” znajdujemy akt urodzenia Zofii . Pomimo braku aktu urodzenia , na podstawie rozmów z synem Piotra –Kazimierzem wiem, iż urodził  się w 1890 roku, niewątpliwie ochrzczony w tej samej parafii i także brakowało na tej uroczystości Aleksandra. Data urodzin została wyliczona  przez Kazika w momencie zgonu ojca na podstawie podawanej przez niego liczby lat.
4. W kolejnym 1891 roku rodzi się Władysław. Co ciekawe dopiero w tym akcie urodzenia po raz pierwszy zostało użyte przez  sporządzającego akt księdza Tomasza Frelka – zdanie „dziecko…. z Aleksandra Surmy i jego ślubnej małżonki Wiktorii Jenderka (Jęderka)  33 lata mającej”.
Czy można z tego wysnuć wniosek, że aktu zawarcia małżeństwa należy szukać w latach 1890-1891?
Jest to wielce prawdopodobne bo pewnie kościół miał subtelne formułki wskazujące czy dzieci są pozamałżeńskie. Oczywiście chrzest zostaje dokonany bez uczestnictwa ojca.  Aleksander zostaje zwolniony prawdopodobnie w 1892 roku i już w pełni korzystając z uciech łoża, płodzi kolejnego syna. Tym razem zgłasza  go osobiście.
5. W 1893 przychodzi na świat Jan a fakt ten zostaje potwierdzony zapisem wikarego Wojciecha Pisuli: „Działo się w Parafii Potok Złoty w  12/24.01.1893 r. o 14.00 pojawił się Aleksander Surma, robotnik we wsi Ostrężnik zamieszkały 33 lat, w obecności Jana Jagody 42 lat a także  Andrzeja Lamch 42 lata robotników w Ostrężniku zamieszkałych i okazała nam dziecko płci męskiej, twierdząc, że urodziło się ono we wsi  Ostrężnik tegoż dnia o 14.00 z jego ślubnej żony Wiktorii z Jenderków (Jęderków)”.
6.  Rok 1894 owocuje urodzinami kolejnej córki , której nadaje imię Feliksa. Na następnego potomka Aleksander musi poczekać do 1899  roku. Od 1894 do 1899 roku nie ma żadnych śladów jego ojcowskiej aktywności.
7Bolesław rodzi się w Krasnojarsku w 1899 roku. Jemu poświęcam odrębny rozdział. Wydawać by się mogło ,że ród na nim się skończy bo dziadkowie liczyli w jego urodziny po 38 lat. Nic błędniejszego. Zapewne długie wieczory w kraju - gdzie mówi się, że „zima trwa 9 miesięcy a  potem lato i lato” - sprzyjały bezkarnym igraszkom. Nie do końca bezkarnym bowiem Aleksandrowi i Wiktorii przytrafił się przypadek. Miał on miejsce w w1902 roku.
8. Urodziny ( tym razem już ostatniego)  potomka Stanisława nastąpiły  właśnie w 1902 roku.
9.  Tu nie wpiszę żadnego imienia – bo nikt go nie zna. Liczbę porządkową wstawiam bowiem Kazimierz syn Piotra, twierdzi, że  jak był mały  słyszał rozmowy matki o zaginionym na wojnie (?) synu Aleksandra. Z dokumentów i faktów rodzinnych nic nie wiadomo. Być może był jeszcze jeden syn – ale dociekać można byłoby za pośrednictwem archiwów w Krasnojarsku. Zobaczymy. Mam kontakt bowiem pisałem o akt zgonu  dziadka. Gdybym ten dokument znalazł – można i ten wątek prześledzić.
Aleksander – zawsze buntowszczyk teraz zesłaniec
Dziadek długo bierny nie pozostał  i  musiał dać upust swojej niechęci do zaborców Zapewne za antypaństwową działalność został ponownie  skazany ale tym razem  jako recydywistę -zesłano go na Sybir. Bez prawa powrotu czyli tzw. wieczne zesłanie. Za co i dokładnie kiedy – wymaga żmudnych poszukiwań i nie wiem czy kiedyś się to uda. Mogę spekulować na podstawie źródeł historycznych. W książce Elżbiety  Kaczyńskiej: Syberia: największe więzienie świata (1815 - 1914) przeczytałem jak to „przez pomyłkę został administracyjnie zesłany publicysta Włodzimierz Korolenko i tylko wyjątkowo szczęśliwym trafem rodzina odnalazła go oraz zdołała wyjaśnić nieporozumienie. Korolenko wrócił tak oburzony na rosyjskie porządki, że w 1881 r. odmówił złożenia przysięgi na wierność Aleksandrowi III, czego wymagano w przypadku  koronowania nowego cara. Tym razem nie było pomyłki — Korolenko znalazł się znów na Syberii”.  Mogę spekulować, że dziadek będąc w  więzieniu także tej przysięgi nie składał-  jako osoba pozbawiona wszelkich praw obywatelskich. Po kilku latach od zwolnienia gdzieś w  żandarmerii ,ktoś mógł się tego dopatrzeć i zażądać podpisania aktu poddaństwa. A dziadek odmówił i podzielił los owego publicysty. Inną  możliwością jest oskarżenie o udział w spisku lub knowaniach rewolucyjnych - ale na to dowodów nie ma.
W trakcie poszukiwań dokumentów nieoceniona Pani „megi” dotarła do aktu oskarżenia grupy rewolucjonistów, wśród, których znajdował się  Aleksander Surma. Ale dokumenty pochodzą z 1909 roku zatem nie dotyczą dziadka, bowiem on już ( co wynika z daty urodzin syna  Bolesława) znajdował się w Krasnojarsku. To zatem inny Aleksander zapewne z tej samej buntowniczej rodziny co i mój ojciec. Może kiedyś  ktoś odsłoni jego losy. Między innymi temu służą opisy pobocznych wątków. Może te opowieści przeczyta ktoś z bliskiej rodziny nieznanego  dzisiaj Aleksandra. Na razie wiadomo, że został wydalony z Prywislańskiego Kraju ( tak nazywano ziemie pod zaborem rosyjskim ) i znajduje  się tam dziwny zapis – mówiący, że na miejsce zsyłki wybrał Białystok. Warto się temu przyjrzeć bo może to błędne tłumaczenie a chodzi o osadzenie w Białymstoku  lub wybranie go jako miejsca tzw. Zbiórki Etapowej-dla skazańców przed zebraniem ich wystarczającej liczby.
Wracając do Aleksandra. Bezsporny jest sam fakt zsyłki bowiem w już na Syberii rodzi się kolejny syn. Można domniemywać, iż zesłany został  w 1895 -97 bowiem musiało upłynąć nieco czasu aby jakoś się tam urządził, na tyle aby ściągnąć żonę z dziećmi. Miejsce zsyłki –Krasnojarski Kraj. Z opowiadań ojca wynikało, że cały transport dziadka został skierowany do wyrębu tajgi. Nie wiadomo czy  dziadek by tam długo pożył gdyby nie szczęśliwy przypadek, który odmienił jego los.
Wizytujący wyrąb oficer carski, przeciskając się pomiędzy zwałami gałęzi- rozerwał na jednej z nich płaszcz. Kiedy zaczął głośno kląć zesłańcy przerwali pracę i spojrzeli na niego. Ten krzyknął:
- I Szto tak smotritie, nawierno tut nie katorżniki a portichi nachodiatsia!
 Dziadek podszedł i powiedział:
-Ja portich.
- A szynel zaszyjesz?
- Tak szto i sledu nie ostaniet
W obozie zacerował płaszcz a oficer zdecydował- po krótkim wywiadzie- że zabiera go do Krasnojarska. Dzięki protekcji owego oficera pozostał w garnizonie jako krawiec. Nie tylko naprawiał ale i szył mundury.  Z czasem uzyskał prawo do zamieszkania w chacie na przedmieściu i świadczenia usług cywilnym mieszkańcom Krasnojarska. Własna chałupa, możliwości zarobkowania sprawiły, iż napisał do żony aby przyjechała z dziećmi. Sądzę, że wyjazd nastąpił w 1988 roku a radosne spotkanie stęsknionych małżonków sprowadziło na świat mojego ojca. Jest rok 1902 i w Krasnojarsku Surmowie z ośmiorgiem dzieci –rozpoczyna swoje zesłańcze życie.
Ośmiorgiem ?   Otóż nie!  Zabrakło córki Zofii co jest pewne na bank. Nie brała ona udziału w późniejszym exodusie rodziny do wolnej Polski. I nikt z rodzeństwa nie wiedział o jej istnieniu. Czas to rozwikłać !
Nieznana ciotka Zofia
W oparciu o analizę dokumentów można pokusić się o opisanie jej dalszych losów.  Czynię to w oparciu o wnioski  Pani „megi” z Portalu Genealogicznego – która stała się głównym tropicielem dokumentów dotyczących Aleksandra.  Oto jej wersja:
Sąsiadami Aleksandra i Wiktorii była  rodzina Surmów (nosili to samo nazwisko, może nawet byli bliskimi krewnymi– był to wspominany już  Andrzej z żoną Karoliną i ze swoimi dziećmi Franciszkiem, Adamem i Konstancją.   Konstancja wdowa po Stanisławie Makieła ,zmarłym w 1885, poślubiła w 1888 Ludwika Furkacza.  Konstancja  z pierwszym  mężem miała syna i córkę oiraz dobre serce. Ona odbierała okoliczne porody jako akuszerką. Podobnie w 1889 r.  poród córeczki Wiktorii. Konstancja i Ludwik Furkaczowie  wiedzieli, że więcej dzieci nie będ mieli  więc w którymś momencie ( może po 3  dziecku) zaproponowali przygarnięcie Zosi. To częste przypadki na wsiach nie tylko wówczas ale praktykowane w okresie międzywojennym i  latach 1945 – 60. Wiktoria pewnie nie bez oporów wyraziła na to zgodę, biorąc pod uwagę trudną sytuację z powodu nieobecności męża  i już 3 dzieci. I tak  Zosia trafiła do nowych rodziców.  To prawdopodobna historia. Szukaliśmy śladów śmierci małej Zosi ale w aktach zgonów do 1912 roku –  Zofii nie odnotowano.
Wiem, że w przekazach rodzinnych przewijała się opowieść o córce oddanej na wychowanie „przy parafii”  Sądzono, że dotyczy to  Feliksy a nikt nie zastanowił się, że ona wyjechała z matką i braćmi do Krasnojarska. Uważano że dziadek miał tylko tę jedną córkę.  Tymczasem akt urodzenia jest bezspornym dokumentem i być może jeszcze trafimy na potomków Zofii w okolicach Poraja. Ale jeśli czas  pozwoli zająć się tym wątkiem lub odszuka mnie jej rodzina.
Historia jest prawdopodobna bowiem odnotowano  ścisłe są związki osób przewijających się w tej historii. Ludwik Frukacz był chrzestnym kolejnego dziecka Aleksandra - Władysława. Zmarł w 1896 r. i Konstancja poślubiła  wtedy Jana Jagodę  wdowca.  Jan Jagoda  często był obecny przy urodzinach dzieci  Aleksandra.  Szkoda, że nie znamy dalszych losów Konstancji, Jana  i zarazem Zosi.  Konstancja z pierwszym mężem w 1883 roku miała córkę Stanisławę  a w 1885, już po jego śmierci, miała syna Jana. Jan Jagoda miał kilkoro dzieci z pierwszego małżeństwa z Julianną Biegalczyk: Karola, Jana,  Józefa, Józefę, Helenę i Mariannę. Tak wygląda najprawdopodobniej rodzina Zosi. Wspominając historię  zawsze się mówiło, że Zosia została oddana na parafii, ale dopiero akta metrykalne rzucają światło na to, jak się to  odbyło.
Droga  do Krasnojarska
Dziadek nie był piśmienny ( tak wynika z zapisków księży) zatem nie dowiemy się jak przebiegała jego droga na Syberię. Ale z wielu źródeł wiadomo, że opisywanych dramatycznych przeżyć  nie można odnosić do wszystkich zesłańców. Okazuje się, że najczęściej do Petersburga  przewożono zesłańców pociągami a dopiero stamtąd pieszymi kolumnami na miejsce przeznaczenia. Niektóre etapy pokonywano wozami lub  saniami. Mieszkańcy wsi i miast  przez które przechodzili zesłańcy, organizowali  wsparcie różnego rodzaju i nie okazywali specjalnej wrogości.  Również na miejscu zesłania nawiązywano  szybko kontakty z tutejszymi mieszkańcami, uzyskując nieraz u nich pracę i wsparcie w trudnych  momentach.  Oczywiście nie można generalizować bo każdy przypadek jest inny ale ojciec często podkreślał , że i dziadek i on- na Syberii czuli się bardzo  dobrze a fakt, że był Polakiem raczej dodawał mu pewnej nobilitacji. Przypadek dziadka pokazuje, że życie na Syberii uzależnione było często  od osobistej zaradności zesłańca.
"Nasz" Krasnojarsk
Skoro Krasnojarsk stał się 2 ojczyzną rodziny – to warto napisać o nim kilka słów. Krasnojarsk powstał na brzegu rzeki Jenisej, która w  opowieściach ojca zajmowała dużo miejsca. Można mówić o nim nasz bo został założony przez  Andrzeja Dubieńskiego, polskiego szlachcica, który wkroczył  na te tereny w 1628 roku na czele oddziałów kozackich w celu założenia ostrogu - bastionu, chroniącego osady przed  najazdami koczowników. Miejsce dopływu rzeki Kaczy do Jeniseju było tak malownicze, że nazywano je "Krasnym Jarem" - stąd  prawdopodobnie pochodzi nazwa dzisiejszego Krasnojarska. Na początku była to nieduża osada wojskowa, która z czasem przeobraziła się w miasto. Krasnojarsk otrzymał prawa miejskie w 1690 roku, kiedy Syberia ostatecznie została przyłączona do Rosji. Miasto zaczęło rozwijać się w szybkim tempie od 1822 roku, po uzyskaniu statusu stolicy guberni jenisiejskiej. Pojawiły się urzędy państwowe, szkoły, murowane domy – było duże zapotrzebowanie na rzemieślników wszelkiej maści. Dziadek Aleksander zatem trafił na sprzyjający okres aby się dorobić i  utrzymać rodzinę,
Powrotna droga
W  latach 20-tych część zesłańców i ich rodziny na mocy amnestii mogli  powrócić do swojej Ojczyzny. Nie objęła ona jednak mego dziadka, który był na dożywotniej zsyłce. Na Syberii pozostała też córka Feliksa. Na akcie urodzenia Feliksy  widnieje adnotacja: ślub w Krasnojarsku 10.10.1910 z Józefem Leonowiczem Nikitinem up. sekretarz podpis nieczytelny .Dziwna to sytuacja  bowiem Feliksa  w tym roku ma zaledwie 16 lat.  Do Polski  wróciła bardzo późno bo w roku 47  ale jej mężem był wówczas …Paszkiewicz. Osiedlili się w okolicach Hajnówki.
Na Wołyń z rodzinami wyjechali wszyscy synowie poza Franciszkiem( Piotr,Władysław, Jan, Bolesław i Stanisław) : Bracia trzymali się razem. Zostały im przydzielone gospodarstwa we wsi Lisów wówczas Gmina Nowy Czartorysk, Powiat Łuck. Areał  gospodarstw – to 5-7 ha. W Lisowie znalazł się także żona najstarszego brata Franciszka z 3 dzieci. Może to jego dotyczy przekaz, że  jeden z synów Aleksandra poszedł na wojnę i zaginął.  A może jednak po kilku latach wrócił z niewoli i znalazł się w Krasnojarsku?  Może tam założył rodzinę i do dzisiaj żyją jego potomkowie? Któż to wie?
Bolesław po ślubie zamieszkał w Okońsku – parę kilometrów od Maniewicz.  Nabył tam 10 ha ziemi. Osobiście miałem w ręku akt jej kupna od  Starostwa Maniewicze . W trakcie mojej przeprowadzki dokument się zawieruszył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz